Szóstka Kielichów

Szóstka Kielichów

Jak już wiecie z lektury tekstu o liczbach, Szóstki są bardzo harmonijne, gdyż wprowadzają spokój po napięciowych Piątkach. To cisza po bitwie, wyniesienie, wzrost, spełnienie. Jednak w różnych taliach ich znaczenie jest nieco odmienne.

Tarot marsylski: sześć kielichów ułożone w symetryczny kształt przywodzi na myśl stabilność. Na przykład taką, jaką ma małżeństwo z długim stażem, czy wieloletni relacja, w której partnerzy znają się jak łyse konie i się przy tym wciąż kochają. To karta miłości. Udany związek. Stabilność emocjonalna. Umiejętność dawania i brania. Wsparcie emocjonalne. Szczęśliwe i przyjemne życie partnerskie. Same miłe i przyjemne rzeczy.
Rider-Waite-Smith: dzieci bawią się na podwórku. Ogromne puchary wypełnione są białymi kwiatami. Karta mówi o tym, co minęło. O wspomnieniach wywołujących uśmiech na twarzy. Przeszłości, dzieciństwie, słodkich chwilach. Ale to też nowe relacje, sytuacje, które są miłe, przyjemne, zadowalające. Całkiem nowe środowisko. Niewinna miłość.
 Rider-Waite-Smith mocno nawiązuje do tego, co było. Jej znaczenie wiąże się ze wspomnieniami, z tym, co minęło i za czym tęsknimy. To powrót do szczęśliwego dzieciństwa i nostalgia z nim związana. Ale i olbrzymi wpływ przeszłości na teraźniejszość. Karta karmiczna. To, co przeminęło. Chęć powrotu do tego, co było – może to spowodować ponowne skontaktowanie się z dawnymi przyjaciółmi, próbą wejścia w stary związek. Powrót do dawnych znajomości, przyjaźni, miejsc – dosłownie, lub myślami. Nostalgia za dobrymi, miłymi chwilami. Wspomnienia dające ukojenie. Przeszłość, która ciągle wywiera wpływ, wraca, kształtuje nasze zachowania i działania. Ale i miłość, przyjaźń, dawanie prezentów, bycie dla innych dobrym i czułym.

Thot: w systemie Crowleya to jedna z najlepszych kart. W końcu to Tiferet w Berija. Jest wyrazem dobrobytu, harmonii, mówi o tym, że żaden wysiłek nie jest konieczny, nie ma ani odrobiny napięcia, sama lekkość, zadowolenie. Gdy pojawi się w rozkładzie, to oznacza początek stałego rozwoju, gromadzenie zysków i rozkoszy. To sukces, radość, ale i śledzenie, rywalizacja, pycha. Słońce w Skorpionie mówi o osobie skrytej, podejrzliwej, krytycznej, zachowującej rezerwę. To silne i głębokie emocje, kompleksowe ogarnianie sytuacji. Ulegania zmysłowym zachciankom i pokusom. Takie Słońce jest mocno seksualne, okrutnie zmysłowe. Wszystkimi środkami dąży do celu. Potrzebuje uczuciowego środowiska, by zachować równowagę.
W odwróceniu: osoba, dla której liczy się tylko przyszłość. Zamknięcie przeszłych spraw. Nuda, monotonia w związku. Poczucie, że nic już się nie wydarzy w danej relacji. To odnowienie. Uzdrowienie przeszłości, uwolnienie się od bolesnych wspomnień, traum, ran. Skupienie się tylko i wyłącznie na przyszłości. Wszystko, co nowoczesne, zainteresowanie nowymi technologiami, science-fiction. Powrót do starego związku. Dorastanie i dojrzewanie. Coś się niebawem wydarzy.

Historia tarota 1440-1761

Historia tarota 1440-1761

Początki tarota są wciąż zagadką. Wiadomo jednak, że wiele hipotez o jego źródłach okazało się mitami. Szczególnie płodni w tej sferze okazali się XVIII-o wieczni okultyści, którzy wiązali tarota ze starożytnym Egiptem (Court de Gebelin, Paul Christian), co nie znalazło żadnego potwierdzenia w badaniach historyków. Dodatkowo ich powoływanie się na źródła nie było rzetelne, gdyż nawet wyjaśniając etymologię nie przedstawiali konkretnych hieroglificznych zapisów. Warto wspomnieć o tym, iż XVIII wiek charakteryzował się swoistą egiptomanią spowodowaną podbojami Napoleona. Fascynacja Egiptem była wówczas niezmiernie silna, toteż nie powinno dziwić to rozwijające się okultystyczne bajkopisarstwo. 

Równie popularne jak łączenie początków tarota z Egiptem, było łączenie go z Cyganami. W potocznym myśleniu ta grupa etniczna przywołuje skojarzenia z wróżeniem i kartami. Jednak badania nie potwierdzają tej hipotezy, tak jak i tej o pochodzeniu egipskim. Z małym ale. Starożytny Egipt nie mógł być ojczyzną tarota, ale Egipt z początków XIV wieku już tak. Współcześni badacze akceptują możliwość iż to egipska dynastia Mameluków rozpoczęła europejską historię tarota. Wenecja miała kontakty handlowe z tym rejonem (rozpościerającym się od Egiptu po Syrię), co potwierdzają dokumenty z roku 1302, oraz 1345. 56 kart, czyli małe arkana, bardzo przypominają te, których używano na bliskim wschodzie. Pierwsza talia niemal w całości zachowana (48 z 52 kart) przedstawia ornamenty roślinne, spośród których wyłaniają się blotki – miecze, kielichy, monety i patyki do polo. Te ostatnie nie były znane w Europie, gdyż w owym czasie gra w polo nie dotarła jeszcze na europejskie ziemie, toteż przekształciły się w kije. Zważywszy na specyficzną symbolikę Wielkich Arkanów ich pochodzenie jest europejskie.




Okres renesansu to paradygmat gry i zabawy – tarot w XV w. pełnił właśnie taką funkcję. Obecnie wiadomo, iż pierwsze talie tarota służyły do gry i nie niosły w sobie ezoterycznych znaczeń. Istniało wiele wariantów tych talii – część składała się z 78 kart, lecz były i takie składające się z 63, 64, 54, 42, 97 kart. By zrozumieć przedstawienia na pierwszych taliach, należy wyobrazić sobie człowieka żyjącego w epoce średniowiecza i u zarania renesansu. To, co go otaczało, to, co na niego wpływało – to jego świat został zaprezentowany. Wybrano symbole, które były wyraziste, aby ułatwić rozpoznawalność figur. Dlatego wydają się nie łączyć ze sobą, gdyż gdyby było zbyt duże podobieństwo, gra nie byłaby taka prosta. Michael Dummett w swoim monumentalnym dziele zanalizował bardzo wiele wczesnych talii z różnych europejskich państw. Według tego naukowca w pierwszych taliach nie ma żadnego ezoterycznego kodu.


Stanowisko Dummetta z pewnością było inspirowane brzytwą Ockhama – według tego filozofa żadna dodatkowa narracja nie jest potrzebna. Dlatego stwierdza, że nie ma zagadki, nie ma kodu, jest zbiór kart do gry i to wszystko. Nie oznacza to, że Dummett odrzuca jakiekolwiek symboliczne interpretacje wczesnych talii. Według niego symboliczne znaczenia zgodne z renesansowym okresem były zawarte na tarotowych alegoriach i zrozumiałe dla każdego wykształconego człowieka. Odrzuca on jednak istnienie swoistego ezoterycznego kodu, sensu zawartego w całej sekwencji. Obrazki jednak nie zostały wybrane przypadkowo, a miały być zrozumiałe i wyraziste dla ówczesnych dworzan. Podkreśla on jednak, że w sekwencji nie ma głębokiego przesłania, gdyż widoczne są niespójności w doborze kart. Jako przykład podaje to, że z siedmiu cnót głównych w tarocie zawarto jedynie trzy, aczkolwiek wszystkie siedem obecne są w grze zwanej Minchiate oraz w talii Visconti di Modrone. Dodatkowo pojawia się Księżyc, Słońce i Gwiazda – a nie ma innych ciał niebieskich. Skoro mamy Cesarza i Papieża, moglibyśmy się spodziewać pozostałych stopni i funkcji. Tak jednak nie jest, ponieważ w karcianych grach chodzi o szybkie zidentyfikowanie danej figury, toteż karta musi być wyrazista i specyficzna. Gdyby w grze pojawiały się wszystkie znane wówczas ciała niebieskie nie byłoby łatwo posługiwać się kartami, gdyż mogłyby się mylić pod względem hierarchii.




Dummett pokazuje analogię z talią Manchiate, które stanowi swoistą wersję tarota, jednak nie łączono z nią żadnych ezoterycznych narracji. Warto zaznaczyć, iż nie odrzuca on całkiem możliwości istnienia w tarocie kodu, może satyry na ówczesne społeczeństwo, może symbolicznego przesłania, jednak za mało jest dowodów, by to przyjąć. Na pewno odkrycie pierwszej talii by wiele wyjaśniło, jednak ciężko ustalić i określić proto-tarota. Takie wyjaśnienie pozostawia swoisty niedosyt. 
 
W tym miejscu warto przedstawić alternatywną propozycję Andre Vitaliego. Ten włoski naukowiec dopatruje się początków tarota w grze związanej z Bachusem. W okresie renesansu Bachus był często przywoływany zarówno w filozofii, jak i w sztuce (np. w dziele „Orfeo” Poliziano, czy „La Follia” anonimowego autora). Erazm z Roterdamu w „Pochwale 
głupoty” przypisuje stan szaleństwa nie tylko ludziom, ale również bogom, w tym Bachusowi, który epatował beztroską. Vitali sugeruje, że gracze określani byli tarocch, co oznaczało szaleńca, głupca.

Tharocus to osoba, które w ekstatycznym szaleństwie jednoczy się z bóstwem. To cel dionizji, rytuałów i misteriów odprawianych w starożytnej Grecji. Owa nazwa przeniosła się na grę, w której pierwsza karta, Głupiec, reprezentowała boskiego szaleńca. W średniowiecznych procesjach karnawałowych nawiązywano do Bachusa, boga alkoholu i odmiennych stanów świadomości. 

G. Moakley właśnie w tych procesjach widziała źródło tarotowych alegorii. Okres przed Środą Popielcową, karnawał, stawał się czasem chaosu, odwrócenia ról, społecznego szaleństwa. Porządek był odwrócony, sacrum zamieniano z profanum. Procesje karnawałowe wiązały się z wygłupami aktorów, z przedstawieniami, w których wykorzystywano mitologiczną symbolikę, jak i chrześcijańską (cnoty główne, które to znalazły odzwierciedlenie w kartach tarota). 

Helen Farley odrzuca tę hipotezę z racji na to, iż właściciel pierwszej talii, Filippo Maria Visconti, był osobą aspołeczną, nie lubującą się w karnawałowym szaleństwie. Jednakże jego emocjonalny stosunek do społecznych działań nie musiał mieć jednak żadnego związku z tym, jakie karty stworzył dla niego malarz. 




Tarocho, Taroco lub Tarrocotak ewoluował termin tharocus, opisujący osobę pogrążoną boskim szaleństwie stając się nazwą popularnej gry. Rekapitulując: nazwa pochodzi od pierwszej karty przedstawiającej Głupca. Vitali zaznacza, iż raczej gracze nie mieli świadomości iż nazwa gry nawiązuje do misteriów dionizyjskich. Nazwa taroco sugerowała jednocześnie, że gra jest symbolicznym przedstawieniem ścieżki człowieka upojonego ekstazą. 

Michael S. Howard rozwija myśl A. Vitaliego i zauważa, iż w naturalny sposób można połączyć tarota z Dionizosem. Co ciekawe – konotacje z Bachusem wskazywałyby, że niekoniecznie łączenie tarota z Hermesem (jak czyniło wielu ezoteryków i okultystów) było właściwe. Jakkolwiek poruszamy się tu po obszarze hipotez i domysłów, ciekawe jest to odniesienie. Dionizyjskość wraz z phallophorią, czyli kultem phallusa, jest czymś, co przewija się w taliach marsylskich, gdzie dosyć często pojawia się motyw phallusa i to w najmniej spodziewanych miejscach. Nazwa ta może też odnosić się do stanu boskiego szaleństwa towarzyszącemu dionizyjskim orgiom. Co ciekawe w talii Aleistera Crowleya na karcie Głupca widzimy nikogo innego, jak właśnie Dionizosa. 

 
Vitali proponuje odmienne od Dummetta spojrzenie na początki tarota. W pierwszych taliach powstałych w XV w. dostrzega dydaktyczną funkcję tarota. W obrazach zawarta była wiedza o wartościach (cnoty), motywy chrześcijańskie oraz astrologiczne – miało być to rodzajem obrazkowej książki do zapamiętywania oraz do rozwoju. Ten badacz dostrzega w kartach etyczny przekaz: Mag, sztukmistrz, jest osobą grzeszną, która ma przewodników świeckich (Cesarza i Cesarzową) oraz duchowych (Papież, Papieżyca). Jego zwierzęce instynkty (Kochankowie, Rydwan) powinny być ujarzmiane (Umiarkowanie, Siła). Koło Fortuny pokazuje, że sukcesy są nietrwałe i w każdej chwili wszystko może obrócić się w pył. Przed Kołem Fortuny jest Eremita, który reprezentuje Czas, któremu wszystko podlega. Wisielec z kolei jest przestrogą przed grzechem i pokazuje, żeby nie zmarnować tak czasu nim pojawi się Śmierć. Po śmierci zgodnie z średniowiecznym wyobrażeniem, można było trafić do piekła (Diabeł), lub do sfer niebieskich (Gwiazda [Wenus], Księżyc, Słońce). Owe sfery otoczone były ogniem, co przedstawione zostało w karcie Wieża. Najwyższa sfera, gdzie przebywają Anioły, które wezwą ludzi by wstali z grobów (Sąd Ostateczny), gdy boska sprawiedliwość zacznie kierować dusze zgodnie z ich uczynkami w górę lub w dół (Sprawiedliwość). Święty Ojciec, najwyższy ze wszystkich, to Świat. 




Tak można zrekonstruować religijne i etyczne przesłanie kart. Jednak już w XVI w. według tego badacza zagubiono tę funkcję i tarot stał się niczym innym jak tylko grą. Gra została utworzone we Włoszech na początku XV wieku. Małe arkana przywędrowały wraz z muzułmanami do Europy, a pozostałe 22 karty to alegorie znane jako Triumfy. Ta hipoteza wydaje się niezmiernie ciekawa – proto-tarot byłby w niej rodzajem encyklopedii, czy przewodnika w rozwoju duchowym, jednak w jakiś tajemniczy sposób to jego znaczenie utracono i zaczęto wykorzystywać tę talię w celach rozrywkowych. Wielka szkoda, iż nie ma żadnego namacalnego dowodu potwierdzającego tę hipotezę. 




Helen Farley twierdzi, iż pierwsze talie nie były używane do dywinacji, gdyż w owym czasie triumfy święciła astrologia opierająca się na hermetycznych zasadach analogii, a karciane wróżby kojarzone były z czymś niższym i diabelskim. Astrologia była zgodna z ówczesnym sposobem wyjaśniania świata i zjawisk. Dla ludzi żyjących w tym okresie świat ziemski jawił się jako poddany oddziaływaniu ciał niebieskich. Astrologia była bardzo popularna. Władcy nie podejmowali decyzji bez konsultacji z doradcą od planet. Dlatego nie potrzebowali czegoś niejasnego i w pewnym sensie jarmarcznego (gra), skoro mieli naukę wyjaśniającą zjawiska i przepowiadającą przyszłość. Toteż więcej przemawia za tym, iż była to gra. Oczywiście kartomancja również była obecna i zachowały się dokumenty, w których są opisy kartomanckich praktyk. Jednak nie ma dowodu, że tarot był narzędziem do dywinacji, a jak wiadomo, jest sporo innych rodzajów kart, których można używać do tego celu.

Pozostaje więc domniemanie, iż to w średniowieczu tarot mógł pełnić jakąś dodatkową funkcję, jednak za sprawą inkwizycyjnych działań kościoła na dzień dzisiejszy mamy jedynie same znaki zapytania.

Pierwsze udokumentowane ślady tarota to słynny fresk z 1440 roku przedstawiający osoby grające w tarocchi.


Późny wiek XVIII to początek paradygmatu okultystycznego, który wiąże się z całkowitą zmianą podejścia do tarota. Najistotniejszy jest tu okultyzm francuski (E. Levi, Papus), oraz angielski (Złoty Brzask). Szczególnie ten drugi nurt jest ważny w historii tarota, gdyż to od niego rozpoczęła się powszechna moda na dywinację. A wraz z nadejściem ruchu New Age tarot stał się narzędziem terapeutycznym (paradygmat tarotopsychologiczny). 
 
Rośliny, zwierzęta i istoty nadprzyrodzone

Rośliny, zwierzęta i istoty nadprzyrodzone

Gdy postrzegamy tarotowe rośliny powinniśmy mieć na uwadze, że mówią one o wzroście, cykliczności, odwiecznym rytmie natury, dojrzewaniu. O tym, że kiedy nadchodzi wiosna, trawa rośnie sama, co oznacza, że jest odpowiedni czas na wszystko i pewnych procesów nie przyśpieszymy. Kwiaty, owoce mówią o rozwiniętym potencjale, o pełni, dojrzewaniu, efektach pracy i wysiłków. Białe lilie i róże to niewinność, czystość, dobre intencje i chęci, czerwone – pożądanie, pasja. Lotos – piękny symbol oświecenia, pełni, spełnienia. Ogród – zadowolenie, bogactwo, łono, wyżywienie, poczucie bezpieczeństwa, dom, odpoczynek, relaks. Granat to symbol płodności, a jabłko pokusy, niezgody. 



Na różnych kartach pojawiają się zwierzęta i warto zwrócić uwagę na to, czy są dzikie, czy udomowione, roślino czy mięsożerne, czy to drapieżniki, a może łagodne zwierzęta, jakie budzą emocje. Jak zwierzę działa – cicho poluje, obserwuje ofiarę, lubi wygrzewać się na słońcu cały dzień, ucieka od wody, jest samotnikiem, czy działa w grupie. Te wszystkie podpowiedzi pomogą odczytywać znaczenie zwierząt, które wiążą się przede wszystkim ze światem zmysłów, instynktów, z wyostrzonym postrzeganiem i odczuwaniem, mówią o naszych instynktach, pragnieniach, dążeniach, ale i o wsparciu, ochronie, pomocy. Zwierzęta bywają uosobieniem dobrych sił, które są naszymi przewodnikami i od których możemy się uczyć. A oznaczają kolejno:



 Pies to strażnik tajemnej wiedzy, strzeże królestwa zmarłych i przeprowadza dusze (Cerber, Anubis). Przede wszystkim kojarzy się z wiernością, a wyostrzone zmysły tego zwierzęcia sprawiły iż jego symbolika wyraża mocno rozwinięte zdolności ponadzmysłowe. Przewodnik, obrońca, wierny towarzysz, ale i bardzo mądra istota. Hekate, bogini ciemności, przedstawiana była niekiedy pod postacią psa – co pokazuje, że kojarzy się też z tym co mroczne, ze sferą cienia, magii, czarów. Ta grecka bogini znana była z tego, że zsyłała na sprzeciwiających się jej ludzi szaleństwo. W średniowiecznych wyobrażeniach pies oznaczał wiarę, dobre małżeństwo, ale też pokusę, zawiść, gniew. Z drugiej strony symbolika tego zwierzęcia wiąże się z jego jurnością – może też oznaczać płodność. 
Wilk mówi o dzikiej i nieujarzmionej stronie naszej natury, kierowanej przez instynkty.
Rak z kolei wyraża potrzebę rozwoju duchowego. Jeśli przyjrzymy się głębiej symbolice raka, to konieczne jest powiązanie go z jego astrologicznym odpowiednikiem – jako znak zodiaku oznacza domatora, osobę wrażliwą, rodzinną, nieco nieśmiałą i skrytą. To również zrzędliwość, napastliwość, drapieżność, bezceremonialność, wycofywanie się, powrót do chaosu, lenistwo, powolność, ostrożność, niezgrabność. Nieszczęśliwa osoba.
Ślimak mówi o samowystarczalności, nie potrzeba innych, bo można wszystko załatwić samodzielnie, poleganie na sobie, oparcie w samym sobie.
Zając/królik: szybki ruch, łagodność, płodność, obfitość, bogactwo, pełnia – płodność zatem w znaczeniu – dostatek wszystkiego, nie tylko dosłownie. Łagodność i dobroć. Z drugiej strony to szczęśliwy i magiczny symbol. Czym różni się zająć od królika? Ten pierwszy jest bardziej tajemniczy i magiczny, kojarzony z nocą, snem, a poszczególne części jego ciała mają w tradycji ludowej lecznicze znaczenie, jest czujny i szybki; to cykliczność, wiosna [Wielkanoc], odradzające się życie. To istota lunarna.

Gołąb: boska miłość, wewnętrzny spokój, miłość i pokój. Początek uczucia, zadowolenie, spełnienie, sztuka, uzdrawianie.
Koń: to ruch, energia, moc, werwa, działanie, akcja, libido, słoneczna, męska energia, przygoda. Kojarzony z pojazdem – zatem najczęściej sygnalizuje zmianę miejsca, poruszenie, podróż. Rycerze w tarocie są bardzo aktywni, dynamiczni (chociaż każdy ma swoje tempo) – koń przypomina, żeby trzymać lejce i kontrolować sytuację, ale, żeby zachować w tym równowagę i się nie stłamsić. 
Ptaki: symbol Słońca, wiatru, powietrza, ognia, czasu, nieśmiertelności. Płodność, miłość, troska rodzicielska, dziecko, pęd, przyjemność, czystość, aspiracja, natchnienie, proroctwo, szaleństwo, zdrada, pozory. Inna perspektywa, wolność, przestrzeń, poznawanie, możliwość wyboru/ruchu/swoboda działań, możliwość pokonania trudności; prawda, honor, lekkość ducha. Ptaki uważane były w różnych dawnych kulturach za pośredników między bogami i ludźmi, strażników wiedzy. W starożytnym Egipcie pióra symbolizowały boginię prawa i sprawiedliwości Maat, toteż ich znaczenie wiąże się z prawem, honorem, lojalnością, szczerością, etyką, sprawiedliwością.
Ryba: obfitość, mądrość duchowa, zdolności prorocze, intuicja, nieświadomość, głębia, ale też płodność, zdrowie, atrybut bogów miłości. Ryby to dwunasty znak zodiaku – najbardziej empatyczny, współczujący i wrażliwy.



Salamandra: symbol ognia, duch i strażnik tego elementu; dynamiczna energia, siła życiowa, pewność siebie, zaradność i magnetyzm, upartość, ambicja. To nowa idea/projekt/biznes, ruch, coś się dzieje.
Delfin: w starożytnej Grecji poświęcony Apollinowi, Afrodycie, Dionizosowi oraz Posejdonowi. To przewodnik dusz, zbawiciel, przyjaciel, ale i symbol ogromnej inteligencji.
Motyl: dążenie do światła, życie, śmierć, nieśmiertelność, dusza, psyche, intuicja, miłość, lubieżność, szczęście, przyjemność, wesołość, swawola, swoboda, piękno, strojność, wytworność, próżność, lekkość, błahość, beztroskę, lekkomyślność, nieroztropność, niestałość, marność, transformacja, zmartwychwstanie, nietrwałość, ulotność. Niestałość w uczuciach, z kwiatka na kwiatek, coś bezwartościowego.
Pszczoła: prosto do celu, pracowitość, porządek, troskliwość, altruizm, mądrość, czystość, wstrzemięźliwość, posłuszeństwo, powodzenie, nieśmiertelność, kara, czystość płciowa, życie klasztorne, biurokracja, wymowa, pochlebstwo, pokusa, miłość, płodność, słodycz. Symbol słoneczny, istota ognista oczyszczająca przez ogień. Złoty wiek mlekiem i miodem płynący. Atrybut bogiń księżycowych – Selene, Afrodyty, chaldejskiej bogini-matki Mylitty. Zeus nazywany był królem pszczół, gdyż karmiły go miodem w dzieciństwie. Dobrze zorganizowane państwo, królestwo, posłuszeństwo, hierarchia społeczna. Król owadów – królewski symbol Asyrii i Chaldei.

Mucha: zaraza, plaga, choroba, arogancja, irytacja, małostkowość, donosicielstwo, kłopot, dokuczliwość, chciwość, skąpstwo, żarłoczność, krwiopijca, chuć, bezwstyd, zmysłowość, żarłoczność, małość, brud, nieczystość, rozkład, gnicie, diabeł, Belzebub, demon, odwaga, dusza.
Lew: słoneczna duma, odwaga, szlachetność. Ale też bardzo silny gniew.
Anioł: pomyślność, opieka sił wyższych, życzliwość, spokój, wiadomość, przewodnik.
Wąż: symbolika tego zwierzęcia jest bardzo bogata. To symbol pierwotnych sił kosmicznych, to oddziaływanie boskie, wieczność, nieśmiertelność, śmierć i zmartwychwstanie, samorództwo. To materia, energia, boska siła, woda, fale, głębina, odnowa, odrodzenie, zniszczenie, obojnactwo, fallus, zasada żeńska, długowieczność. Uzdrawianie, odmłodzenie, sekrety życia, chuć, płodność, ale i bezpłodność, perwersja, przyjemność, pieszczoty. Zazdrość, pozory, zła wola, niepowodzenie, podstęp, zdrada, ale też mądrość i głębia umysłu. Ostrożność, lenistwo, proroctwo, wróżba, czary, świat podziemny, strażnik zmarłych. Bogactwo duchowe w postaci ukrytego skarbu. Szatan, zło, złość, pokusa, zemsta, trucizna, grzech, kara, niewola, dociekliwość, wtajemniczenie, dialektyka, logika, materializm, inteligencja, subtelność, samowystarczalność.

Orzeł: symbol niebios, Słońca, wiary, dnia, mściciela oraz Dnia Sądu. To również duch, modlitwa, wyrocznia i wróżby. Przede wszystkim to symbol najwyższej władzy, majestatu, cesarstwa. To człowiek bystry, zdolny, męskość, heroizm.
Żółw: podpora świata, ogień, woda, noc, Księżyc; długowieczność, nieśmiertelność, materializm, gnuśność, powolność, ostrożność, bezpieczeństwo, asceza, czystość, powściągliwość, miłość, lubieżność, fallus, obojnactwo, płodność, własny dom, bierny opór, tarcza, zbroja, wytrwałość, siła, postęp, pilność, medytacja, mądrość, przewidywanie.

Diabełw chrześcijaństwie uosobienie zła, grzechu, kuszenia. Toteż reprezentuje niskie energie i emocje: nienawiść, uzależnienie, pokusę. Ale też utożsamiany z materią, sukcesem, ambicją.

Atmosfera
Jutrzenka – przezwyciężenie ciemności, przebudzenie, odpędzenie duchów, początek, wiosna, nadzieja.
Chmury – tajemnica, niebo, opatrzność, deszcz, nieświadomość, przemijanie, łaskawość. Nieokreślone przedmioty i zjawiska. Płodność, ekstrawaganckie spekulacje filozoficzne.
Ciemne chmury – niełaska, zmartwienie, gniew, zdrada, groźba, wojna.
Deszcz – smutek, choroba, oczyszczenie, prawda, opieka boska, łaska, miłosierdzie, sperma, zniszczenie, coś nagłego i niespodziewanego.
Piorun – budziciel życia, najwyższa twórcza siła, boska moc tworzenia i niszczenia, Bóg jako demiurg, władza boga, gniew nieba, potępienie, upadek z wysokości, świt, początek, przemiana, naruszenie normy, szybkość, krótkość, chwila, wiosna, potęga, natchnienie, fallus.



Dla zainteresowanych:
1M. K. Greer, 21 Ways to Read a Tarot Card, Llewellyn Publication, Woodbury 2007. Autorka poświęca cały rozdział na szczegółowy opis symboli.

2W. Kopaliński, Słownik symboli, t. VI, Rzeczpospolita, Warszawa 2007. Niezastąpione źródło wiedzy o znaczeniach poszczególnych symboli – obowiązkowa lektura każdego tarocisty.
Trochę o zarządzaniu emocjami, a trochę o tym dlaczego Byki mają największą szansę na Oświecenie

Trochę o zarządzaniu emocjami, a trochę o tym dlaczego Byki mają największą szansę na Oświecenie


Duchowość praktykowana samodzielnie może niekiedy prowadzić w ślepy zaułek. Wiem coś o tym. Przez wiele lat praktykowałam duchową ścieżkę, w której trudne emocje porównywane są do trucizny. Podobało mi się to podejście, w którym chwila gniewu jest niemal tym samym, co picie niszczącego nas napoju zatruwającego cały organizm. Uczono mnie, że gdy pojawia się zazdrość, to warto ją zastąpić radością ze szczęścia drugiej osoby. Gdy pojawia się lęk, warto praktykować miłość do samego siebie. Tak jakby należało zrobić wszystko, aby jak najszybciej te emocje przetransformować. Takie podejście nie było samo w sobie złe. Ale to moja interpretacja była kiepska.

Emocje i praca z nimi to ważny element rozwoju. Każdy ma emocje, są one czymś bardzo naturalnym i potrzebnym. Pełnią one rozmaite funkcje. Nieprawidłowe podejście do nich może polegać na tym, że się je wypiera, bo to za mało duchowe, żeby czuć gniew, zazdrość, czy lęk. To w końcu trucizny, które mogą zniszczyć całą naszą zasługę gromadzoną przez lata. Takie metafory można spotkać w różnych miejscach, te emocje traktowane jako coś, co niszczy nas od środka, robią się problemem. Nie chcemy ich czuć, ale czujemy. Może dojść poczucie winy, że za słabo praktykujemy, albo do wyparcia ich. Człowiek próbuje stać się jakimś ideałem zbudowanym z cukru i z tęczy. A to wszystko i tak okaże się nieprawdą, bo jesteśmy właśnie zbudowani z tych najróżniejszych emocji, których nieustannie doświadczamy. Dopóki mamy w sobie nasiona karmiczne, te emocje będą się pojawiały czy tego chcemy, czy nie.
Ale każda emocja niesie informacje, jest po coś. Warto się jej przyjrzeć i posłuchać, jaki ma przekaz. Czujesz zazdrość, że ktoś robi coś lepiej niż ty? Zatem może to wskazówka, że w tej sferze warto się doskonalić? Zazdrość może być bardzo silnym motorem napędowym i sprawiać, że stajemy się lepsi i rozwijamy się. Nie musi nas wcale zniszczyć, ale może świetnie zmobilizować i popchnąć nas w tym kierunku, w którym zawsze chcieliśmy iść.

Gniew jest sygnałem, że w naszym życiu pora na solidny remanent, na przyjrzenie się sobie i sytuacji, w której jesteśmy. Może warto dokonać selekcji ludzi, którymi się otaczamy? Może warto trochę więcej czasu poświęcić na wizyty w galerii sztuki, na relaks? Taka emocje niesie informację, że coś w naszym życiu wymaga większej uwagi. Lęk chroni nas przed niebezpieczeństwami, sprawia, że możemy dbać o siebie, ale też bywa bardzo mobilizujący.

Stres jest zdrową reakcją na sytuacje, które nam zagrażają. Gdy może się prawidłowo zamanifestować, wówczas organizm przeżywa duży zastrzyk adrenaliny, po którym organizm wkracza w tryb regeneracji. Jest to coś, czego potrzebuje.
Emocje stają się dla nas problemem, gdy jest ich za dużo i gdy nie wiemy co z nimi zrobić. Gdy czujemy je od rana do nocy i mają tak silne natężenie, że bardzo ciężko jest wytrzymać. I...bum! Mamy wewnętrzną implozję emocjonalną, wypalenie, czy osłabienie systemu odpornościowego. W małych dawkach są one tym, co czyni z nas istoty ludzkie i pozwala nam funkcjonować. Czymś całkowicie naturalnym i potrzebnym. Kluczem jest prawidłowe zarządzanie nimi. Jak zacząć:

  • ważna jest akceptacja i pozwolenie sobie na odczuwanie całej emocjonalnej palety bez wyparcia, czy udawania, że nic się nie dzieje. To odczuwanie smutku, gdy się pojawia, odreagowywanie stresu, gdy czujemy napięcie, to pozwalanie by gniew się zamanifestował.
  • Nie stawiać się w pozycji ofiary. Co oznacza obwinianie innych za wszelkie krzywdy, jakie nam wyrządzili i czynienie innych odpowiedzialnymi za nasze nieszczęścia. Różne rzeczy się dzieją, ale to, jak na nie reagujesz to 100% Twoja odpowiedzialność. Czasem nie zmienisz pewnych sytuacji, ale masz wpływ na swoją interpretację wydarzeń.
  • Warto rozejrzeć się, czy nie ma wokół Ciebie dysfunkcyjnych ludzi, którzy ściągają w dół i osłabiają, albo takich, którzy Cię (nad)używają do czegoś. Nie trzeba się od razu odcinać, ale warto przyjrzeć się tym relacjom i nabrać odpowiedniego dystansu. To, kim się otaczamy wpływa na to, jak się czujemy.
  • Do codziennych nawyków, takich jak mycie zębów, dołączyć intensywny ruch. Organizm narażony na ciągły stres, a nie mogący go odreagować, nie czuje się zbyt dobrze. Intensywna aktywność fizyczna pomoże rozładować nadmiarowe emocje, gdyż przecież one nie tylko dotyczą umysłu, ale również ciała. Zadbaj o swoją energetykę i rób to, co podnosi Twój poziom energii w zdrowy sposób.
  • Zdystansować się do... tego co się dzieje w waszych głowach. Nawet jak pojawia się wewnętrzny krytyk, który chce wbić w was szpile, to nie musicie mu wcale wierzyć!
  • Uczyć się nowych interpretacji rzeczywistości. Stres jest reakcją na sytuację mocno związaną z tym, jak my tę sytuację przedstawiamy sobie sami w naszych głowach. Możemy funkcjonować na poziomie lękowym i myśleć sobie, że to co nas spotyka jest przerażające i budować w sobie lękową narrację. Możemy też traktować sytuację stresową jako wyzwanie i okazję do rozwoju i nauki. Sytuacja sama w sobie jest jakimś faktem, to nasza interpretacja sprawia, że ten fakt wydaje się nam miły, czy przerażający. A nad interpretacją można pracować.
  • Co zatem zrobić z emocjami? A może tak... nic? Po prostu pozwalać się im zamanifestować i odpuścić. Bez lgnięcia do nich, podsycania, tworzenia nowych. Czujemy emocję i ok. Ona zniknie i pojawi się coś nowego. Gdy się koncentrujemy i podsycamy te stany, jest bardzo mała szansa, że uda nam się od nich uwolnić. Zaczyna się wtedy rodzaj walki z emocją, która może się nigdy nie skończyć. To jest sposób dla osób bardziej zaawansowanych, gdyż wcale to nie jest takie proste.
Warto zadbać o rozwój na poziomie ciała i umysłu, o higienę mentalną i nie udawać, że się jest bardziej uduchowionym niż Buddha. Niebezpieczne jest też używanie duchowości do ucieczki i kompensacji. Niekiedy tak jest, że im ktoś ma więcej trudności, bólów, życiowych zmagań, tym bardziej potrzebuje uciec w tę duchową sferę. Jest to tak zwany duchowy eskapizm i z prawdziwą duchowością nie ma nic wspólnego.

Rozwój duchowy to bycie tu i teraz, akceptowanie wszystkich emocji i pozwalanie im się rozpuścić. To bycie przy zdrowych zmysłach, czyli pełny kontakt z rzeczywistością przez wszystkie zmysły jakie mamy. Odczuwanie, smakowanie, bycie tu i teraz. Zaczynam ostatnio sądzić, że Byki chyba są jednak najbardziej uduchowione. Bo im taki kontakt z rzeczywistością przyjdzie łatwiej niż Rakom (rozpamiętującym przeszłość), Wodnikom (żyjącym w przyszłości), Rybom (które mogą za bardzo odpływać w swój emocjonalny świat, albo nie wiedzieć same, o co im chodzi), czy Strzelcom (planującym wciąż nowe podróże, czyli biegnącymi ku przyszłości). W końcu według niektórych szkół buddyjskich Buddha urodził się w maju, zatem był solarnym Bykiem. A Byk lubi sobie posiedzieć wśród kwiatków, pooglądać niebo, odpocząć. Czy najgłębsza nauka zen nie brzmi: "Idź i napij się herbaty"?. Kto zrozumie to lepiej, niż Byk? Oczywiście wiadomo, ze troszkę przerysowuję, gdyż to różnie bywa, ale ten potencjał bycia tu i teraz mają. Potrafią cieszyć się smakiem dobrego sernika i docenić zapach kwitnącej lipy.

Duchowość to nie jest tworzenie iluzji, kreowanie sobie fatamorgany, jakiegoś abstrakcyjnego celu, do którego dążymy. To bycie tu i teraz i umiejętność radzenia sobie w życiu nie krzywdząc przy tym nikogo.

Jednym z partonów duchowości jest Neptun. W astrologii jest on planetą związaną z odmiennymi stanami świadomości, mgłą, brakiem rozeznania w sytuacji, czy ucieczką od rzeczywistości. Warto pamiętać o tym, że rzeczywistość to jest to wszystko, czego doświadczamy i duchowość nie polega na ucieczce od tego i kreacji jakiejś tęczowej bajki, w której nie ma miejsca na szkodliwe emocje.




Magia astrologiczna - jak robić to dobrze?

Magia astrologiczna - jak robić to dobrze?

Różnego rodzaju nowie i pełnie, to momenty, gdy wiele osób sięga do astrologicznej magii, aby polepszyć jakość swojego życia. Jest to rodzaj magii księżycowej, która jest dosyć prosta w obsłudze:
  • nów, gdy zaczynamy coś nowego, najlepiej związanego z wewnętrzną przemianą, gdy potrzebujemy wyciszenia i rytuału na bardziej psychologicznym poziomie, również gdy coś transformujemy w sobie, lub chcemy by o naszych działaniach nikt nie miał najmniejszego pojęcia. Jednak oczywiście najlepiej wykonać taki rytuał 2,3 dni przed nowiem (lub po prostu by Księżyc był w odległości większej niż 15 stopni od Słońca) lub po, gdyż sam nów nie jest idealnym momentem na to (choć są wyjątki, o których w dalszej części). Gdy robimy przed, to jest to wciąż Księżyc malejący i warto o tym pamiętać.
  • Pełnia to domykanie, ale i bardziej aktywne działanie. Przeważnie to, co rozpoczęło się na nowiu, domyka się podczas pełni. Pamiętajmy, że gdy Księżyc maleje, wówczas jest to czas na aktywności, które z tym zmniejszaniem się korespondują. Na przykład, gdy chcemy by coś się prężnie i obficie rozwijało, to lepiej przy Księżycu rosnącym. Księżyc malejący może być za to idealny do rozpoczęcia diety, czy obcinania włosów (o ile nie chcemy, by szybko odrosły).

Nie każdy nów jest tak samo dobry na rytuał. Jeden może spowodować efekty mocniejsze, drugi słabsze, trzeci całkowicie zaskakujące. Przy niektórych elekcjach o efekcie może dowiedzieć się bardzo dużo osób, przy innych pozostaną one w cieniu. Nigdy nie jest tak samo, nawet gdy kolejny raz mamy nów w Skorpionie, to jednak będzie to całkiem inny nów niż poprzednie. Przede wszystkim dlatego, że Księżyc nie jest nigdy sam samiuteńki na niebie, a towarzyszą mu różne planety robiące do niego mocniejsze bądź słabsze aspekty.

Warto pamiętać, że w tradycyjnej magii astrologicznej sama faza Księżyca była jedynie jednym z wielu elementów magicznego zabiegu, a cały proces był nieco bardziej złożony. Było tak, gdyż po prostu wybierano najlepszy horoskop elekcyjny, w którym powinien być silny władca ascendentu, planeta, która wiązała się z rytuałem, oraz Księżyc. Brzmi jak coś bardzo skomplikowanego? Spokojnie, nie jest to wcale takie trudne.

Współcześnie wiele osób opiera się na samym Księżycu i super! Jednak z myślą o tych osobach, które chciałyby pogłębić swój magiczny warsztat, napisałam krótkie streszczenie kilku zasad. By móc je stosować w praktyce, dobrze jest zaopatrzyć się w jakiś program do astrologii, który nam wygeneruje horoskop. Taki rytuał trzeba najpierw sobie przemyśleć i wybrać planetę, z którą chcemy pracować. Jeśli potrzebujemy wsparcia w sferze miłości idealna będzie Wenus, gdy przydałyby się nam pieniądze, można zwrócić się do Jowisza, praca z energetyką, motywacją, działaniem – Mars, w obliczu trudnego egzaminu, czy innej intelektualnej aktywności przyda się rytuał związany z Merkurym, Saturn będzie dobry do wszystkich rytuałów, gdzie chcemy by coś było trwałe, solidne, szczególnie jeśli chodzi o budownictwo, a Księżyc na przykład, gdy chcemy wzmocnić swoją księżycową energię. Oczywiście planety mają dużo szersze zastosowanie, o którym postaram się napisać w przyszłości. W magii astrologicznej możliwe jest również pracowanie z żywiołami, czy znakami zodiaku.

Każda planeta ma swojego Anioła, kamień szlachetny, dzień tygodnia, godzinę, kolor, zioło, zapach, miejsce, zwierzę, roślinę, aktywność, część ciała, chorobę, a nawet pogodę. Ta ostatnia akurat przy magii nie ma większego znaczenia, za to dobrze wiedzieć jakie artefakty łączą się z daną planetą. W tym poście nie opisuję samego rytuału, a jedynie jak wybrać idealny moment. W kwestii samego rytuału dobrze jest podążać za tym, co się czuje i jaki styl do was najmocniej przemawia. Czy potrzebujecie wielu rekwizytów i chcecie to robić w stylu barokowym, czy wolicie skromne wyciszenie się, czy podążacie za kimś, kto was inspiruje, na przykład za wskazówkami Jodorowskiego, czy może preferujecie kanony Złotego Brzasku? Każdy powinien mieć odpowiedzi na te pytania, by przeprowadzić dobrze rytuał.

Jak zatem wybrać dobry moment. Oto kilka wskazówek:
  1. po pierwsze pamiętajcie, że nie ma idealnej elekcji. Chyba, że chcecie czekać przykładowo te 70 lat na ten moment, gdy akurat planety się ustawią tak, jak wam pasuje.
  2. Gdy ciężko wybrać dobry moment, zróbcie po prostu to, co możecie najlepszego w danej chwili.
  3. Jednym ze sposobów jest wykonanie rytuału w dniu danej planety, lub w godzinie, albo i w dniu i godzinie. Poniedziałek to dzień Księżyca, wtorek Marsa, środa Merkurego, czwartek Jowisza, piątek Wenus, sobota Saturna, a niedziela Słońca. Godziny planetarne możecie sobie sprawdzić w większości dobrych programów do astrologii.
  4. Gdy już zdecydujemy się na konkretną planetę, to w horoskopie elekcyjnym powinna ona znajdować się w swojej sekcie. Jeśli to dzienna planeta (Saturn, Jowisz, Słońce), to w dzień powinna być nad horyzontem (Słońce zawsze jest w swojej sekcie), jeśli to nocna planeta (Mars, Wenus, Księżyc) to w dzień powinna być pod horyzontem. W nocy na odwrót. Dobrze też by dzienne planety były w męskich znakach (czyli tych ognistych i powietrznych), natomiast nocne w żeńskich (wodnych i ziemskich).
  5. Gdy chcemy pójść o krok dalej i ustalić elekcję w sposób nieco bardziej zaawansowany, wówczas patrzymy na ascendent i dom X, a w dalszej kolejności VII i IV. Jednak to dobre posadowienie ascendentu jest bardzo istotne. Dobrze jest wybrać silnego władcę ascendentu. Na przykład chcemy zrobić rytuał na miłość i wybieramy Wenus, która akurat znajduje się w znaku Byka. Dobrze jest umieścić ascendent w Wadze, by jego władcą była ta silna Wenus. Warto umieścić beneficzne planety w domach kątowych.

Tych zasad jest dużo więcej. Ale na początek warto zapamiętać, że jeśli robimy rytuał, który wiąże się z danym żywiołem (np. na stabilizację finansową, czyli z ziemią), to dobrze ten żywioł umieścić na ascendencie i wzmocnić (np. dać na ascendent Byka, a idealnie by było, gdyby Wenus była wtedy w Wadze, w Byku, czy nawet w Rybach, po prostu by była silna, super, żeby Jowisz też był zaznaczony w takim horoskopie, bo jest on sygnifikatorem bogactwa).
Księżyc jest niesamowicie istotny w magii astrologicznej. Oto kilka wskazówek przy ustalaniu horoskopu elekcyjnego:
  • ważne jest wzmocnienie Księżyca, na przykład poprzez umieszczenie w domu kątowym. Dobrze by był w znaku wiążącym się z rytuałem (czyli np. gdy chodzi o pieniądze, to dobrze by był w Byku) i robił aplikujący aspekt do beneficznej planety (będzie to oznaczało pozytywny rozwój wydarzeń). Najlepszymi znakami dla Księżyca są: Rak i Byk. Skorpion i Koziorożec to miejsca, gdzie Księżyc czuje się mniej komfortowo, jednak i one mogą być wykorzystywane w rytuałach.
  • Przy Księżycu przybywającym dobrze robić rytuały związane z wzrostem rozwojem, aktywnością, przy malejącym takie, gdzie potrzebne nam skierowanie się do środka, gdy chcemy się czegoś pozbyć, lub coś ma nie rosnąć i się nie rozwijać. Rosnący Księżyc oznacza zdobywanie nowych doświadczeń i młodość, natomiast malejący mądrość i ugruntowane doświadczenie.
  • Czy nów to dobry moment na rytuał? Tylko, gdy Księżyc jest w Raku lub w Byku. W pozostałych przypadkach dzień przed i po są momentami, gdy Księżyc jest pod promieniami Słońca (czyli nie może być w odległości 15 stopni), co oznacza, że nie widzimy efektów, lub może ich w ogóle nie być. Zatem tylko, gdy Księżyc jest silny można robić rytuał podczas samego nowiu, dzień przed lub po. Gdy jest w znakach, którymi nie włada lub nie jest wywyższony, wówczas te 2 dni wcześniej lub później będą dużo lepszą datą.
  • Księżyc nie powinien tworzyć aplikacyjnego aspektu do planety znajdującej się na wygnaniu, czy w upadku.
  • Unikajcie sytuacji gdy Księżyc oddala się od malefika i zbliża do drugiego. Jest to tak zwane oblężenie i jest to bardzo niekorzystne.
  • Lepiej unikać próżnego kursu Księżyca, gdyż może bardzo opóźnić ewentualne efekty, albo w ogóle się nie pojawią. Czyli gdy Księżyc jest tuż przed zmianą znaku, a nie tworzy żadnego aspektu nie jest to korzystny moment.

Spójrzmy na ostatni nów w Byku ustawiony na Lublin na swój kulminacyjny moment, by zobaczyć te zasady w praktyce.
Dzień Merkurego i godzina Merkurego, czyli warto by było wykorzystać ten czas na wzmocnienie tego, co ma związek z tą planetą, czyli nauką, intelektem, pisaniem, komunikacją, handlem. Ale to, co jest istotniejsze to nów w Byku – mamy tu mocny Księżyc, więc Słońce go nie uszkadza. Byk to żywioł ziemski, jest to zatem dobry znak do rytuałów związanych ze stabilizacją w sferze finansowej. Dodatkowo w nowiu ustawionym na Lublin mamy Jowisza w drugim domu, czyli miejscu związanym z finansami. Dyspozytorem Słońca, Księżyca i Jowisza jest Wenus. Jest ona mocna przez znak i dom kątowy, choć tuż przy końcu może być trochę niechętna na zmiany. Jednak jest mocna, a to bardzo pomyślne.
Oczywiście Byk to też piękno, ciało, sztuka, zmysłowość, zdrowe zmysły, którymi w pełni doświadcza się całej rzeczywistości. Wszystko to może być punktem wyjścia do sformułowania rytuału.
Ascendent w znaku ziemskim – korzystne dla rytuałów związanych z tym żywiołem. Panna jest konkretna, praktyczna, poukładana. Jej władca w koniunkcji z Uranem może dawać zaskakujące i bardzo odkrywcze pomysły. Mógłby być w innym domu, gdyż w VIII może nie ma wielkiego pola manewru, ale ten Baran i Uran go mocno dynamizują.
Zwraca uwagę Mars w Bliźniętach na MC, oraz Neptun przy descendencie. Jeśli rytuał miał dotyczyć finansów, to Mars może mówić o energii skierowanej na sferę pracy, awansu społecznego, pokazania się światu. Neptun? Z Neptunem nigdy nic nie wiadomo. Nie jest to idealna elekcja, ale jeśli ktoś robił akurat wtedy rytuał, to nie powinien się martwić – ma swoje atuty.



Najważniejsze: formułujcie mądrze!!!! Bo co jeśli podczas rytuału chcecie przyciągnąć pieniądze, a skonstruowaliście rytuał bardzo ogólnie i niekonkretnie i np. dzieje się potem tak, że macie wypadek samochodowy i dostajecie pieniądze z ubezpieczenia. Rytuał się spełnił? Bądźcie ostrożni.
Które książki o tarocie warto przeczytać?

Które książki o tarocie warto przeczytać?

Opublikowałam ostatnio sporo tekstów z serii „Jak interpretować tarota”. Chciałam ująć w teorii moje doświadczenia z kartami i to, czego nauczyłam się u różnych osób, czy z lektur, czy przez moje własne eksperymenty.

Na pewno ważnym nauczycielem był dla mnie Jan Witold Suliga, gdyż po jego kursie poczułam jak czytać karty i jak się w ogóle za to zabrać. Wspaniały był również kurs z Krzysztofem Azarewiczem, ponieważ wtedy poznałam głęboką, ezoteryczną stronę Thotha. Bardzo ważnym odkryciem było dla mnie poznanie podejścia do tarota Alejandro Jodorowskiego. Te trzy osoby wywarły na mnie jakiś wpływ, który zapewne widać w tekstach, które piszę, czy po prostu w moim podejściu do kart.


Książki mogą być wsparciem w nauce tarota, dlatego przedstawiam listę z pozycjami, które warto poczytać, by polepszyć swój tarotowy warsztat.

Alejandro Jodorowsky, Marianne Costa, The Way of Tarot. The Spiritual Teacher in The Cards, 2004.
Doskonały podręcznik do tarota marsylskiego. Tak go cenię, że jest na pierwszym miejscu na mojej liście. Jodorowsky sporo miejsca poświęca na numerologię, którą łączy z tarotem. Jest również obszerna część z opisami kart. Ten ezoteryk gdy pierwszy raz zobaczył talię Rider-Waite-Smith, był rozczarowany i zawiedziony. Postanowił odszukać prawdziwego tarota, a w końcu dokonał rekonstrukcji jednej z dawnych talii. Pracuje on na tarocie marsylskim, który postrzega jako czystą formę tarota, gdyż nie ceni zbytnio tych późniejszych wariantów, w których karty mocno łączono z najróżniejszymi ezoterycznymi systemami. Krytykuje wróżbiarstwo i przepowiadanie przyszłości za pomocą kart, więc jest pod tym względem nietypowy. Wiąże się to oczywiście z jego własnym systemem, tak zwaną psychomagią, która jest połączeniem szamanizmu, ludowej magii, oraz ustawień hellingera. Nie do końca się z nim zgadzam odnośnie prognozowania – uważam, że sporo można powiedzieć o naszej przyszłości, a pewne wydarzenia są w ogóle trudne do uniknięcia, choć oczywiście mamy też małe pole manewru. Książka jest świetna i pomaga przestawić się na całkiem inne myślenie o tarocie. Jodorowsky rozpoczął całkiem nową tarotową szkołę, w której właśnie to sięganie do marsylskiego tarota i czytanie tego, co się dzieje na karcie bez sugerowania się znaczeniami z RWS, stało się kluczowe. Przedstawiciele tej szkoły to m.in. Yoav Ben Dov, Enrique Enriquez, Camelia Elias.

Jan Witold Suliga, Tarot. Karty, które wróżą, Wydawnictwo Medium, Warszawa 1993.
W zasadzie wszystkie książki Jana Witolda Suligi są warte polecenia. Jest on ezoterykiem mocno łączącym tarota z kabałą, czemu dał pełen wyraz w swojej autorskiej talii „Tarot Magów”. Można dzięki książce "Tarot. Karty, które wróżą" poznać historię tarota, jego konotacje z kabałą, alchemią, dowiedzieć się o głębokiej symbolice stojącej za poszczególnymi kartami. Jest również część z opisami kart, oraz z rozkładami.

Lon Milo Duquette, Tarot Thota. Klucz do zrozumienia, Okultura, Warszawa 2010.
Mój ulubiony podręcznik do talii Thotha. Jest w nim zarówno dokładny opis kart, jak i część ezoteryczna wyrażona prostym językiem. Świetna pozycja, z której można się dowiedzieć bardzo wiele na temat talii Aleistera Crowleya. Dowiemy się nieco na temat samej Bestii666, o Księdze Prawa, Thelemie, Eonach, wszystkim, co jest potrzebne by zrozumieć tę talię i prawidłowo jej używać. Niedawno Lashtal Press wydało polski przekład „Księgi Thotha”, czyli tekstu napisanego przez Crowleya. Znam jedynie wersję angielską, którą też dobrze poczytać, gdy pracuje się z tą talią, a do polskiej postaram się sięgnąć niebawem.

Camelia Elias, Marseille Tarot. Towards The Art of Reading, Eyecorner Press, 2015.
Jest to tarocistka działająca w nurcie wywodzącym się od Jodorowskiego. Preferuje ona czytanie kart tak, jak je widać, bez zbytniego kombinowania. Jej podejście można moim zdaniem wykorzystywać do pracy z każdą talią, nie trzeba wcale mieć tarota marsylskiego by „czytać karty jak Diabeł” jak to sama Camelia Elias określa. Książka jest naprawdę świetna i nawet napisałam o niej kilka słów tu: Camelia Elias, recenzja

Yoav Ben-Dov, Tarot. The Open Reading, 2013.
O tej książce napisałam już sporo. Idealna dla osób, które szukają odskoczni od Ridera-Waite'a. Autor prezentuje swoje podejście do tarota marsylskiego, które nazywa „open-reading”, co dosłownie by znaczyło „otwarte czytanie”. Mnie się to kojarzy z wyrażeniem „open-mind”, czyli „otwarty umysł”, ktoś kto się nie zabetonił, uwolnił od szablonów, obudził swoją kreatywność i nie ma żadnych uprzedzeń. Więcej na jej temat tu: Open-reading, recenzja



Hajo Banzhaf, Droga Tarota, 2004.
Hajo Banzhaf, Klucze do tarota, 2009.
Hajo Banzhaf, Vademecum tarocisty, 2009.
Bardzo polecam książki tego autora. Przede wszystkim skupia się on na RWS oraz marsylskim. W „Kluczach tarota” przedstawia dosyć dokładnie różne możliwości odczytu kart: jako kartę dnia, kwintesencję, ostrzeżenie, kartę roku, podaje radę, cień, archetyp i znaczenie w sferze relacji, pracy, świadomości, sfery ducha, celu oraz odwrócenie. Podaje sporo rozkładów. Jest również tabelka podające znaczenie w zależności od pytania. W „Vademecum” opisy kart są dużo bardziej szczegółowe. Banzhaf zestawia talię RWS i Marsylską, podaje przesłanie karty, cytaty pomagające ją zrozumieć, szczegółową symbolikę, czy nawiązuje do Junga. „Droga tarota” to bardziej opowieść o kartach, z której można się bardzo wiele dowiedzieć. Banzhaf jest konkretny, świetnie wyjaśnia znaczenia i po prostu stworzył bardzo dobre podręczniki.



Zdrowy Mars

Zdrowy Mars

Mars to bóg wojny. Symbol walki, odwagi, siły, czystego, biologicznego popędu. To jest instynkt, ta część nas, która nie myśli, tylko działa. Owa energia może się manifestować na wiele różnych sposobów i na wielu różnych polach. Mars w Baranie w I domu może dać osobę uwielbiającą sport i rywalizację, Mars w Strzelcu w XII domu – osobę, która woli całą swoją energię przeznaczyć na samotną medytację pod drzewem. 


To też sposób w jaki wyrażamy emocje takie jak złość, gniew, czy w jaki się bronimy przed światem i jak przygotowujemy się do ataku. I pokutuje taki mit, który jest głównym tematem tego artykułu: że lepiej wyrazić gniew, pokrzyczeć i się uspokoić, niż dusić go w sobie. Serio? Osoby, u których Mars jest uszkodzony mogą brać takie stwierdzenie bardzo dosłownie i wówczas gniew przemienia się w prymitywną agresję. Powiedzmy, że owa planeta jest w Wadze w koniunkcji z Uranem na IC. Taka osoba może mieć problem z zapanowaniem nad swoją marsową energią, co może się przejawiać poprzez wybuchy nieokiełznanej agresji. Dojrzała osoba nie wyraża gniewu w sposób automatyczny na zasadzie „czuję gniew, więc walę pięścią w ścianę”. Dojrzała osoba potrafi wyrażać gniew w sposób wysublimowany, tak, żeby nikt przy tym nie poczuł się skrzywdzony. Inaczej gniew zamienia się w agresję, a nawet w przemoc (czy to psychiczną, bo agresja słowna to też rodzaj przemocy i nadużycia, czy to fizyczną). Każdy ma własną skalę wrażliwości i inną tolerancję na tego typu zachowania. U jednych odpowiedzią może być chęć ucieczki i drugich wściekłość i gotowość do walki. Nadmierna zaborczość, kontrolowanie drugiej osoby, agresja, wściekłość – to wszystko oznaki niezbyt zbalansowanego Marsa i sygnał, że pora uciekać, lub przynajmniej się mocno zdystansować. Narażenie się na tego typu nadużycia może na długo obniżyć poziom energii, a nawet być rodzajem traumy. 


Uran podkręca Marsa, więc taka osoba może działać bez zastanowienia. Co innego Mars z Plutonem – tutaj może być to bardziej przemyślane i przebiegłe, a w w trudnych aspektach nawet bezwzględne. Na przykład osoba z Marsem w Skorpionie w X domu, gdy jest wściekła, to po prostu planuje zemstę i dąży do jej realizacji. Inna osoba z Marsem w Wadze w koniunkcji z Plutonem i Saturnem w domu V – duże problemy z okazywaniem gniewu, wszystko gromadzi w sobie, a jedynym sposobem rozładowywania napięcia są dla niej rozrywki różnego rodzaju takie jak mordowanie zombie czy innego Diablo. Nieumiejętność wyrażania gniewu jest tak samo trudnym problemem jak przesadzanie z emocjonalnymi wybuchami. To może być problem Marsa w domu XII – taka osoba albo ma za dużo emocji w sobie, albo je gdzieś spycha, albo po prostu najczęściej nie ma pojęcia co się dzieje. Jeśli zajmie się sztuką, duchowością lub sportem, to jest dla niej ratunek. Jednym z najzdrowszych sposobów rozładowywania gniewu jest intensywny sport, albo nauka zdrowego wyrażania tej emocji. Na przykład osoba ma Marsa w Wodniku w III domu w trygonie z Plutonem i kwadraturze z Uranem. Energia marsowa przejawia się poprzez dyskusje i walkę słowną, czyli dosyć pozytywnie.

Pamiętajmy o tym, że gniew jest potrzebny, tak samo jak lęk, złość, radość, smutek. To wszystko czemuś służy i nie chodzi o to, żeby stać się martwym w środku robotem. Ale żeby nie robić krzywdy ani sobie, ani nikomu innemu. Jest taki ładny cytat: „Trwanie w gniewie jest jak picie trucizny i oczekiwanie aż ktoś inny umrze”. Podsycanie gniewu, skupianie się na nim, trzymanie go w sobie jest czymś, co bardziej szkodzi tej osobie, niż innym. Jest to forma robienia sobie krzywdy, co często się dzieje u osób, które nie potrafią radzić sobie z emocjami. W skrajnych przypadkach takie osoby mogą na przykład przejawiać różne formy autoagresji: nadużywanie alkoholu i narkotyków, pakowanie się w toksyczne relacje, cięcie swojego ciała. Ale nawet takie zachowania jak lekceważenie swoich potrzeb i emocji są formami przemocowego zachowania wobec samego siebie, które mogą doprowadzić do wyczerpania. To niebezpieczeństwo uszkodzonych Marsów w Rybach, czy ewentualnie w trudnych aspektach z Neptunem – spełnianie oczekiwań innych i nie respektowanie własnych granic.

Wychodzi na to, że nie jest tak łatwo znaleźć balans jeśli ma się uszkodzonego Marsa. Co innego, gdy ta planeta jest ładnie położona. Np. osoba z Marsem w Wodniku na ascendencie koncentruje swoją energię na duchowym rozwoju, jodze i nauce nowych rzeczy.
Poruszyłam wiele wątków od nadmiernej wściekłości skierowanej na innych, po autoagresję. Jaki jest sposób na radzenie sobie z tym? Warto sięgnąć do mądrości duchowej głoszonej przez takich gigantów jak Buddha czy Patańdżali. A według nich najlepszym lekarstwem jest miłość. Najpierw miłość do samego siebie, potem do innych. Stanowi to rodzaj duchowej praktyki, którą można rozpocząć z zegarkiem w ręku, aż stanie się czymś naturalnym. Jest wiele instrukcji pochodzących od zaawansowanych nauczycieli, które można sprowadzić do kilku punktów:
  1. Rozluźnij ciało, usiądź w wygodnej pozycji (może być medytacyjna), poczuj swoje ciało i zrelaksuj je (np. poprzez głębokie oddechy).
  2. Jak pisze Bhikkhu Vimalaramsi: „Przypomnij sobie moment, w którym byłeś szczęśliwy. Kiedy pojawi się odczucie szczęścia, będzie to ciepłe, promienne uczucie w centrum klatki piersiowej. Gdy się pojawi, pomyśl szczere życzenie szczęścia dla samego siebie. „Obym był szczęśliwy”… „Oby wypełniła mnie radość”… „Obym był łagodny i spokojny”… Obym był pogodny i życzliwy”… itd. Pomyśl wszelkie zdrowe i szczere życzenie, które ma dla ciebie znaczenie, czując to życzenie w sercu”.
  3. Rozbudzaj uczucie miłości promieniujące z ciebie. Jednocześnie nauczyciele zalecają, by pozwalać myślom przepływać. Nie chodzi o to by pozbyć się myśli, ale żeby zbytnio się na nich nie skupiać. Można przy tym eksperymentować np. wyobrażając sobie przenikające cię złote światło, czy wspominając moment, gdy czułeś w sobie miłość i szczęście.
  4. Kolejny etap to przywołanie osoby, do której czuje się sympatię i przelanie na niej miłości i radości. Odczuwanie szczęścia z jej szczęścia i rozbudzanie jak najbardziej pozytywnych uczuć co do tej osoby.
  5. Dalsze etapy polegają na przywoływaniu osób, które wzbudzają gniew czy inne ciężkie emocje i również przelewanie na nich pozytywnych odczuć. To już jest trudny etap, więc nauczyciele zalecają by powoli do niego podchodzić i zaczynać od samego siebie i stopniowo przechodzić dalej, niekoniecznie na jednej sesji.
  6. Nauczyciele są zgodni co do tego, że kluczowe w tej praktyce są: relaks, odpuszczenie i uważność. Jest to wbrew pozorom bardzo ważna praktyka, która może nawet doprowadzić do nibbany.

Ta praktyka nazywana jest w buddyzmie „mettą”, czyli medytacją miłującej dobroci. Buddha wielokrotnie podkreślał jak ważna ona jest na duchowej ścieżce. Ale i Patańdżali wspomina o tym w swoich „Jogasutrach” - u niego jest to droga do oczyszczenia świadomości. Nauczyciele, którzy instruują jak kultywować miłującą dobroć mówią, że z czasem powinna ona stać się nieodzownym elementem życia, a nie tylko ograniczać się do medytacji na poduszcze. Na pewno lepiej mieć w umyśle dobre myśli i uczucia, bo po co mieć złe. 

Karty tarota pod lupą – wprowadzenie

Karty tarota pod lupą – wprowadzenie

Karty tarota pod lupą – wprowadzenie
Kiedy już poznaliście różne symbole przystąpienie do interpretacji kart staje się dużo łatwiejsze. Rozumienie tych podstawowych znaczeń wyposaża was w zdolności do pracy z wieloma najróżniejszymi taliami. Można powoli przystąpić do rozkładów i samodzielnego czytania. Karta, gdzie niebo jest czyste, kwiaty kwitną, a osoby zdają się świętować, automatycznie skieruje nas na właściwe znaczeniowe tory. Na różnych taliach mamy inne obrazy, kolory, symbole, dlatego nawet, gdy za kartą stoi podobna idea, będą różnice w niuansach. Karty mogą różnić się pogodą, czy odmiennymi układami postaci.
 
W mojej serii „Wielkie Arkana” opisuję trzy różne talie skupiając się na tych różnicach i podobieństwach, by pokazać, że mimo że tarot jest jeden, to detale sprawiają, że karta karcie nie jest równa. Wybrałam talie marsylską Alejandro Jodorowskiego, Rider-Waite-Smith oraz Thotha. Jako, że, jak wiecie z lektury mojego bloga, Waite wzorował się na marsylskiej symbolice, będziemy mieć pewne podobieństwa i analogie między tymi dwoma. Jednak to szczegóły mogą być najważniejsze, gdy staniecie twarzą w twarz z klientem. Pokażą one odpowiedzi na pytania. Bo czasem najistotniejszym elementem może się okazać kierunek w jaki patrzy postać na karcie, albo to co ona robi – a przecież w różnych taliach te detale bywają całkowicie inne!

Pod względem ezoterycznym za każdą z nich stoi inna filozofia: Alejandro Jodorowsky jest magiem chaosu nie przyznającym się do żadnej tradycji, a korzystającym z każdej, Edward Arthur Waite był okultystą, którego pochłaniała przede wszystkim chrześcijańska mistyka, Aleister Crowley skonstruował swój własny system ezoteryczny – Thelemę. By poznać te talie można każdy z tych systemów zgłębiać i studiować. W serii o interpretacji nie skupiam się na znaczeniu ezoterycznym, a dywinacyjnym (które nota bene nie interesowało jakoś specjalnie żadnego z tych panów, no może poza Jodorowskim, ale on raz mówi tak, a raz inaczej, więc ciężko rozstrzygnąć, gdyż jest on mistrzem sprzecznych komunikatów). Na poziomie ogólnym wróżebne znaczenie każdej z kart jest podobne, dopiero gdy przyjrzymy się z bliska i zanalizujemy poszczególne symbole, okaże się, że pewne niuanse dodają nowe jakości interpretacyjne. Można jednak poczuć ogólną atmosferę i przekaz, który przybiera różne formy ubrany w kontekst wizji świata autora danej talii. Ogólna idea widziana przez pryzmat Jodorowskiego, Waite i Crowleya zmienia się – tak jakbyśmy patrzyli na kartę przez okulary jej twórcy. Po wyjaśnieniu podejścia w danej talii opisuję ogólne znaczenie – możecie traktować to jako podpowiedź i wskazówkę do szukania własnych interpretacji.

Znaczenia, które przedstawiam to tylko przykłady i wskazówki, które nakierują cię na właściwe tory. Pamiętaj, że w tarocie nie ma gotowych recept i ogromną rolę odgrywa twoje własne rozumienie. Te wyjaśnienia jakie prezentuję, to zebrane komentarze z różnych tradycyjnych podręczników, od znanych i nieznanych tarocistów, oraz z mojego doświadczenia pracy z kartami. Czasem mogą być niespójne – możesz wybrać jedno ze znaczeń, lub stosować raz jedno, raz drugie. Jedne mogą pasować w sąsiedztwie pewnych kart, które je uwypuklą i zaakcentują. Rozkład jest całością – nie patrz na niego jako na pojedyncze karty, ale jako całość tworzącą jeden, spójny obraz.

Twórcza wyobraźnia
Jedna z ważniejszych nauk, jakie dostałam, to mniej więcej takie słowa wypowiedziane przez Jana Witolda Suligę: „Tarot to aktywna wyobraźnia, to kreatywność! Obserwuj co się dzieje na karcie i wymyślaj historie”. Nie chodziło o to, by zakuć na pamięć podręcznik, ale by uruchomić wyobraźnie i śledzić, co się dzieje na karcie, jakie pojawiają się skojarzenia. Dobrze jest uruchomić nieszablonowe myślenie i pozwolić sobie na swobodną kreację, w ten sposób można ujrzeć na karcie całkiem nowe znaczenia.
Kluczowe jest to, co się dzieje na karcie. Nie ważne jakiej używasz talii, ani co jest napisane w podręczniku, istotne jest, co widzisz oraz czy potrafisz uruchomić kreatywne myślenie i twórczą wyobraźnię.

Copyright © 2014 44 Odcienie Tarota... i nie tylko , Blogger