niedziela, 11 stycznia 2015

Od racjonalności do meta-racjonalności, czyli co trzeba zrobić, aby pogodzić dwa światy, które z pozoru są nie do pogodzenia

Od kilka lat zajmuję się pracą naukową. Na uczelni. Piszę doktorat, jeżdżę na naukowe konferencje, publikuję swoje artykuły. Cała ta działalność jest związana bardzo mocno ze sferą rozumu. Analizuję, porównuję, patrzę krytycznie, staram się wyciągać wnioski, budować sensowne argumentacje. Logika, racjonalizm i Patańdżali. A wieczorem wyciągam karty i z kolorowych obrazków mówię ludziom co ich może czekać w najbliższej przyszłości.

Gdy moja tarotowa osobowość dochodzi do głosu, to zamykam swoją racjonalną część. Ponieważ tarot należy do całkiem innej sfery. Do porządku intuicji. Do świata symboli i tego, co ledwie uchwytne słowami. To obraz. Dzieło sztuki, które wykracza poza sztukę, bo w niewyjaśnialny sposób mówi o tym, co było, co jest, co może się wydarzyć. To wyrocznia. Racjonalizm jest przydatny. Korzystanie z narzędzi w jakie jest wyposażony nasz umysł jest cenne i ułatwia nam funkcjonowanie. Czy można wyjaśnić dzieło sztuki za pomocą tego narzędzia? Przeżycie estetyczne? Albo doświadczenie religijne? A co dopiero, gdy wkraczamy w sferę tarota. 
Istnieje cała, przeogromna część rzeczywistości, którą ciężko objąć rozumem. To oznacza, że jest czymś gorszym? Traktowanie rozumu jako najwyższego i najdoskonalszego narzędzia poznawczego jest typowe dla naszej kultury. Nazywam to "dogmatem racjonalizmu", ponieważ dogmatycznie zakłada się, że to, co racjonalne jest lepsze, a wszystko, co wkłada się do worka z napisem "irracjonalizm" jest jakimś szaleństwem. Głupotą. Zabobonem. Ale czy nasz świat jest naprawdę taki racjonalny? 
Oczywiście mam ogromny szacunek do świata nauki i bardzo lubię to, co robię. I obie te sfery mojego życia się przenikają mocno. Naukowy świat wyposażył mnie w krytyczny umysł i wiem, że nigdy nie stanę się nawiedzonym new age'owcem*. Badanie, sprawdzanie, nie przyjmowanie na wiarę, umiejętności bardzo przydatne. A z kolei zajmowanie się tarotem, ezoteryką, sztuką, sprawia, że jestem bardzo kreatywna, otwarta na pomysły, moja intuicja bardzo mi pomaga. Niemal jak w szóstce mieczy Crowley'a. Gdzie mamy inspirację pochodzącą z boskiego źródła. Podłączamy się do źródła i wszystko samo płynie.

Spójrzmy uważnie na tę kartę. Sześć mieczy jest skierowanych w sam środek pomarańczowego krzyża, który jest w istocie Różokrzyżem Bytu. Uwielbiam tę kartę, gdyż to moja karta osobista. Merkury w Wodniku. Doskonałość Tiferet w sferze Jecira. Jej magiczna nazwa to "Władca Zasłużonego Sukcesu". Dowiedziałam się na kursie K. Azarewicza, że to, że miecze łączą się z przepiękną różą, oznacza właśnie inspirację, ale taką pochodzącą z jakiejś doskonalszej sfery. Ze Źródła. Mamy tu szlachetność, jasność myślenia, twórczość.
A wykorzystanie intuicji wcześniej, na studiach, także było przydatne. Dobrze czuć jakie mogą być pytania na egzaminie, z czego się przygotować na kolokwium. Moja średnia 5,0 na dyplomie i wyróżnienie od rektora to zasługa ciężkiej pracy, ale i mojego świetnego kontaktu z intuicją ;)
Także te dwa światy w sposób płynny się przeplatają. I coraz bardziej przechodzą jeden w drugi. 
Jaka jest odpowiedź na postawione w tytule pytanie? Należy znaleźć przestrzeń w umyśle, nabrać dystansu do wszystkiego i iść za wewnętrznym głosem. Można też poczytać H. Bergsona.

*Bardzo lubię new age'owców, mam na myśli bardziej bycie nawiedzonym.

4 komentarze:

  1. Hm, to też moja karta. Urodziłam się 31 stycznia ;) studiowałam w Lublinie i na KULu i na UMCSie, bo mieszkam bardzo blisko. Tak z ciekawości, jaki masz temat pracy doktorskiej?
    Pozdrawiam, Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. Okazuje się, że mamy coraz więcej wspólnego :) Skoro blisko Lublina, to może kiedyś się spotkamy przy herbacie? :)
    Zajmuje się jogą klasyczną i jej powiązaniami z buddyzmem.
    Pozdrawiam ciepło,
    Nat

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za odpowiedź i za zaproszenie ;) W Lublinie rzadko bywam i tylko "w konkretnym celu", ale kto wie? Może jak będę miała chwilę to dam znać ;)

    Miałam dziś sen o Tobie, nie opisałam go na blogu, bo nie wszystkie sny opisuję. Byłaś "Zasłużoną Mieszkanką" miasta. Tuż obok Poczty Głównej, tam gdzie jest zejście do Biblioteki Akademickiej *często o niej śnię, choć tak naprawdę, nie ma tam żadnej biblioteki* stał wysoki pomnik w kolorze wypłukanego pisaku, zaś na nim, była złota tabliczka z napisem Sophia Orat *nie Ortat* a poniżej napis: Docendo discitur. *Czasem łacina i greka mi się "przebiją w snach" - pewnie dlatego że miałam w liceum* Na tabliczce był wygrawerowany rysunek ptaka, to był dzięcioł.

    Kocham dzięcioły, jako dziecko mieszkałam blisko lasu, w każdy weekend chodziliśmy na długie spacery i niemal zawsze słychać było w tle stukanie dzięcioła, czasem nawet udało mi się wypatrzeć jakiegoś przy pracy. Snu nie interpretuję, bo zawsze mam wrażenie że "spłycam" znaczenie, ale pomyślałam że powinnam Ci go napisać ;)

    Ps. muszę "coś" dodać, Dzięcioł kojarzy mi się z Pracusiem ;) co więcej On, "drąży" swoim długim językiem, sprawdza każdy zakamarek, dociera do ukrytych warstw, ogólnie kojarzy mi się bardzo pozytywnie.. aż Ci zazdroszczę że był przy "Tobie", choć to mój sen..

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale wspaniały sen :) Dziękuję, że się nim podzieliłaś :) Bardzo ciekawy! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 44 Odcienie Tarota , Blogger