wtorek, 21 kwietnia 2015

Czy tarot ma jakiś związek z efektem samospełniającej się przepowiedni, a jeśli tak, to czy to dobrze, czy źle?

Można niekiedy spotkać się z zarzutem wobec tarota, że działa on na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Czyli gdy dana osoba usłyszy, że czeka ją określone wydarzenie, i uwierzy w to, to się to zrealizuje niejako samo. Gdyby nie słyszała, to byłoby inaczej. Np. pani X słyszy od tarocisty, że za rok spotka miłość swojego życia. I pani X tak się nastawia, że kieruje swoje działania w stronę realizacji tego celu. I spotyka miłość. Wydawać by się mogło, że to zjawisko jest pozytywne i nasuwa się pytanie dlaczego używane jest to jako zarzut wobec kartomacji? Sprowadza się to do kwestii czy tarocista programuje klienta, czy pokazuje mu to, do czego niechybnie on sam zmierza. Moim zdaniem jest to spojrzenie na sytuację od zupełnie niewłaściwej strony. I zamiast używać określenia „samospełniająca się przepowiednia”, „efekt Pigmaliona” czy „efekt placebo” powinniśmy mówić o „efekcie umysłu”. Ale po kolei.
Pozytywne myślenie i bycie na „tak” to świetne narzędzia do realizacji celów i mózg dostając komunikat „na tak” buduje krótsze połączenia i szuka efektywniejszych i szybszych rozwiązań. Bycie „na nie” daje wolniejsze rezultaty i często podświadomie się wtedy hamujemy. To jedna rzecz. Druga dotyczy niezwykłych właściwości naszego umysłu. Buddyści mówią, że umysł jest magikiem, bo wyłaniają się z niego różne stany, doświadczenia, a nawet zwolennicy niektórych tradycji wadżrajany powiedzieliby, że wszystko, cały świat się z niego wyłania, ale nie będę w to wnikać. Za to przejdę do efektu placebo. Jest to niezwykłe zjawisko. Pokazuje, że gdy myślimy, że spożywamy lek, to nasz organizm reaguje tak jakbyśmy faktycznie przyjęli konkretną chemiczną substancję. Używa się przykładów z owym efektem np. by zdyskredytować homeopatię. Jednak jak dla mnie efekt placebo pokazuje coś niesamowitego – jakim narzędziem dysponujemy i jak słabo go na co dzień wykorzystujemy. Mamy w sobie naturalną możliwość do autoregeneracji, uzdrawiania, zmieniania siebie i swojego życia. Nie jest to tak proste, jak mówią zwolennicy książki „Sekret”, ale nie jest niemożliwe. Allan B. Wallace, były mnich buddyjski, który założył Mind and Life Institute, organizację zajmującą się badaniem medytacji i jej wpływu na umysł, nazywa efekt placebo efektem umysłu. I bardzo mi się spodobało to określenie.
Efekt umysłu – nasza naturalna zdolność to kreacji życia jakie chcemy mieć. Ale niestety, nie jest to proste i nie działa na zasadzie „co pomyślę, to się stanie”, ponieważ jesteśmy mocno uwarunkowani naszymi nawykami, skłonnościami i różnymi zależnościami, które nas ograniczają. I w końcu przejdę do tarota. Bo przez to, że działamy pod wpływem programu, który sobie sami kodujemy, to trajektoria naszego życia może być łatwa do przewidzenia. A tarot jest narzędziem, które pozwala przewiedzieć gdzie i w którą stronę zmierzamy. Analizuje naszą sytuację tu i teraz, pokazuje mapę naszej przestrzeni z meta-perspektywy, do której nie mamy dostępu, bo, jak mówi stare przysłowie, ciężko się zdystansować od wody, kiedy siedzi się w basenie.
Jeśli nawet tarot pokaże nam ścieżkę, której nie wiedzieliśmy i idziemy nią, to nie jest to programowanie. To jest kreowanie własnej przestrzeni w sposób wolny. Najczęściej tym co nas ogranicza jesteśmy my sami i sami sobie robimy dużo szkody. Np. ktoś jest dla nas złośliwy, a my cały dzień o tym myślimy i analizujemy. To my sobie szkodzimy, kiedy ta osoba dawno już przestała.
Efekt umysłu mówi o tym, że mamy dostęp do leczniczego źródła, które jest w nas samych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 44 Odcienie Tarota , Blogger