piątek, 22 maja 2015

Rzeczywista astrologia Johna Frawley'a

Tę książkę czyta się bardzo szybko. Można ją połknąć niczym smaczne mango lassi albo waniliowy budyń. Jest to książka, która przede wszystkim mnie zaskoczyła. Zadziwiła. Wbiła w fotel. A na koniec zmieniła moje wyobrażenie o astrologii. Polecam każdemu taką przygodę, zatem warto się zaopatrzyć w egzemplarz.
Zacznę od zdziwienia. Otóż przedstawiono mi tę książkę jako ostre rozprawianie się z astrologicznym mambo-dżambo. Coś, co lubię. Pomyślałam, że będzie rzeczowo i krytycznie, a tytułowa rzeczywista astrologia jest powrotem do czystej i nieskażonej królewskiej nauki. I zaiste tak jest moi mili. Z tym, że ta rzeczywista astrologia to w istocie astrologia religijna. Frawley odrzuca astrologię zreformowaną, powstałą w XIX i XX wieku. Dla niego to pomyłka i nieporozumienie. Drwi z astro-psychologii. Naśmiewa się z astro-bełkotu, który w istocie nic nie znaczy. Bo, no właśnie, dla niego astrologia ma operować konkretem. „To oczywiste” - być może tak część z was pomyślała. Ale czy aby na pewno to jest takie oczywiste? Mnie nawet [w zamierzchłych i ciemnych czasach] się zdarzyło dawać odpowiedzi ogólne, niekonkretne, bo tak widziałam w kartach. Coś będzie, zdrowie się pogorszy. Może ręka, może łokieć. Może w sierpniu 2017, może w styczniu 2020. Wystarczająco duża ogólność by każdy mógł się zidentyfikować z prognozą. A Frawley mówi: konkret jest podstawą. I to było dla mnie bardzo istotne, przeczytanie tego mną poruszyło, bo zrozumiałam, że ja chcę być takim astrologiem jak Frawley. Albo przynajmniej trochę podobnym pod względem szukanie w astrologii tego, co działa, tego co daje konkret, tego, co jest skuteczne.
Napisałam „astrologia religijna” i być może w części z was wywołało to sprzeciw lub zdziwienie. Ale tak moi mili, Frawley nie jest wyrobnikiem-rzemielśnikiem, dla niego astrologia tworzy całościową strukturę ściśle związaną z metafizyką. Bez tego ciężko jest uznać np. astrologie horarną. I bez względu na to czy się jest osobą wierzącą czy ateistą, to warto się przyjrzeć tej książce, nawet jeśli postuluje ona powrót do modelu geocentrycznego. Tak – to kolejne zaskoczenie. Według Frawleya model heliocentryczny jest przydatny, ale do wyjaśniania astrologii niezbędny jest model geocentryczny. Anty-przewrót kopernikański! „Typowy neofita” - być może pomyśleliście czytając to, a przynajmniej ci z Was, którzy są obeznani z astrologią i dla których ta kwestia to common knowledge i w ogóle co się dziwić. Neofita poznaje i może przeżyć zaskoczenie czytając iż w astrologii obowiązuje model geocentryczny. Jednak heliocentryczny też może być stosowany. A powszechnie mówi się o modelu antropocentrycznym.
W narracji Frawleya nie ma miejsca na przypadek. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Każda rzecz, zjawisko, czynność, sytuacja, dzieje się w najwłaściwszym dla siebie momencie – albo możemy się starać by tak właśnie było. Astrologia odsłania w tym ujęciu mechanizmy Kosmosu i stanowi narzędzie do dostrojenia się do jego przemian. Gdy Wenus jest w trygonie do Marsa to lepszy czas na oświadczyny, niż gdy jest w kwadraturze do Saturna. Mając tę wiedzę możemy dostroić się do kosmicznego rytmu. Każdy taoista przyjąłby takie podejście z otwartymi ramionami. Bo przecież: gdy nadchodzi wiosna, trawa rośnie sama.
Czy Frawley jest dla każdego? Tak. Na pewno pobudza do myślenia. Nie zgadzam się ze wszystkim i na kilka rzeczy mam inny pogląd. Na przykład lubię Urana. Pełni bardzo ważną funkcję w moim horoskopie, a obecnie szczególnie, gdyż tranzytuje trygonem mojego urodzeniowego Urana, a przy okazji tworzy sekstyl do mojego stellum w Wodniku. Co oznacza w wielkim skrócie rewolucje w życiu. I te zmiany są na wielu poziomach. Widzę, że Uran działa i nie chciałabym go usunąć z Uranii. Neptun też przejawia swoją maleficzność i beneficzność na wielu frontach. Nie wiem jak z Plutonem. Frawley całkiem słusznie zauważa, że jest bardzo, bardzo dużo podobnych asteroid. Że nawet jest taka, która nazywa się Frank Zappa i że może astrolodzy powinni ją też uwzględniać. Ogromna liczba asteroid powoduje, że zawsze znajdzie się jakaś, która będzie łączyć się z danym zdarzeniem. Frawley wyjaśnia na skrajnym przykładzie do czego może prowadzić takie podejście:

Jeśli zatem poplamię sobie koszulę sosem spaghetti, mogę z przekonaniem spodziewać się, że znajdę asteroidę "Makaron" w negatywnym aspekcie z asteroidą "Przód koszuli", podczas gdy asteroida "Zakłopotanie w obecności rodziców mojej dziewczyny" tworzy w moim horoskopie urodzeniowym bikwintyl  z heliocentrycznym Chironem.

Jak myślicie? Działa u Was Pluton, Neptun, Uran? Lilith, Chiron, Eris? Włączylibyście do radixu Franka Zappę? :)

Frawley nie ceni tych nowo-odkrytych planet, bo dla niego astrologia i religia tak mocno się przeplatają, że chodzi tu o pewien porządek kosmiczny, o to, co ma znaczenie dla człowieka, a nie o odkrycia naukowe planet, których nawet nie zobaczy się bez bardzo specjalistycznego sprzętu.
Ogromną zaletą tej książki jest język - zabawny, lekki, prosty. Pozycja obowiązkowa dla miłośników astrologii. Warto znać, chociażby dlatego, żeby mieć punkt odniesienia do ewentualnej krytyki i niezgody na taki model uprawiania astrologii.

Frawley J., Rzeczywista astrologia, Wydawnictwo Kos, Katowice 2010.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 44 Odcienie Tarota , Blogger