sobota, 28 listopada 2015

Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie

Tytuł tego posta to słynne słowa Fryderyka Nietzschego. Wybrałam je nie dlatego, żeby zaszpanować, że znam jeszcze jakiegoś innego filozofa oprócz Palikota, ale dlatego, że dobrze ilustrują one to, o czym chcę dzisiaj napisać. Rzecz będzie o zaglądaniu komuś w duszę za pomocą kart tarota, astrologii, wyroczni, kamyczków. 
Najmilsi Tarociści, Astrolodzy, Lenormandowcy, Oraklowcy... czy zdarzyło Wam się stawiać karty na jakąś trzecią osobę i mieliście dziwne poczucie, że wchodzicie komuś z butami w takie subtelne rejony, że aż ciężkie do opisania? Istnieje niepisane „prawo” tarota, które głosi, że nie należy stawiać kart na osoby trzecie. Istnieje sporo takich „praw” - nie nękać tarotem kobiet w ciąży, nie mówić komuś kiedy umrze, zawsze należy dostać jakąś zapłatę za poradę itd. Wielu tarocistów ma swoje własne reguły mniej lub bardziej rozbudowane. Moim punktem wyjścia zawsze były i będą słowa Buddhy „nie czyń zła, czyń dobro, oczyszczaj swój umysł – oto jest nauka Buddhy”. W odniesieniu do tarota oznacza to, iż nie krzywdzę za pomocą kart, nie przekraczam tej granicy i na przykład nie pomogę osobie, która planuje jakiś napad na bank czy inną formę łamania prawa. Sprawdzanie osób trzecich nie wydawało mi się zbrodnią. Do czasu. 

Siedziałam sobie przy Uranii i naszła mnie chęć by sprawdzić horoskop znajomego. Nie znałam godziny, ale chciałam zobaczyć przynajmniej, co tam może u niego się dziać. I sprawdzam sobie, sprawdzam. I nagle weszłam sobie na facebook'a i zobaczyłam, że zniknęła mi z prawego menu opcja nadzorowania fanpage'a pewnej strony związanej z moją codzienną pracą uczelnianą. Niby drobnostka. Ale okazało się, że ten właśnie kolega, którego sobie sprawdzałam, właśnie wtedy mnie usunął. Niech Was nie zasmuci ta ponura historia o usunięciu mnie z administrowania pewną stroną. Nie to jest tu istotne. Ale ta dziwna i tajemnicza synchroniczność. W momencie, gdy sprawdzałam jego horoskop, on się mnie pozbył (bo nie lubi astrologów i tarocistów...ma prawo).
Morał z tej historii jest taki, że takie subtelne narzędzie jak tarot (czy astrologia, karty... czy jakaś inna forma dywinacji), działa w sposób trudny do uchwycenia. Synchroniczość, czyli równoczesne występowanie zdarzeń to jedno z wyjaśnień. Ale czy to nie oznacza, że inni ludzie odczuwają nas i na jakimś telepatycznym poziomie mogą odbierać i czuć, że właśnie w tym momencie grzebiemy sobie w ich życiu, sercu, umyśle i duszy? I czy to jest ok? Nie sądzę. Nie sądziłam, że ten wpływ jest tak duży, dopóki się nie przekonałam na własnej skórze. Teraz sprawdzam tylko sprawy danej osoby, która mnie o to prosi. Polecam Wam to zbadać i zobaczyć czy faktycznie w tym starym tarotowym prawie nie czai się prawda, której dobrze jest posłuchać.



PS. Moi Mili, nie ma ostatnio zbyt wielu postów nie dlatego, że jak głosi plotka, porzuciłam tarota na rzecz astrologii, ale dlatego, że mój urodzeniowy Saturn znajduje się na pozycji 8*21 Strzelca i jest u mnie bardzo ważny, bo nie stoi samotnie i bez aspektów. Info dla osób nie interesujących się astro: Saturn teraz znajduje się w 7*15 Strzelca - za parę dni wróci tam, gdzie był, gdy się urodziłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 44 Odcienie Tarota , Blogger