poniedziałek, 21 grudnia 2015

A czy ty nakarmiłeś swoje demony?

Praca z cieniem to dość ważny element rozwoju duchowego. Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że by coś w tej materii osiągnąć należy mieć mocne ego – inaczej przytłoczeni przez deficyty, smutki, żale, troski wpadniemy w sidła neurozy, depresji czy innego szatana. Brutalna prawda wygląda tak, że tylko my sami możemy osiągnąć nirwanę – nikt za nas tego nie zrobi. Tak samo tylko my sami możemy pracować ze swoim cieniem i deficytami. Terapeuta, guru (czy jak to mówi Śri Maharishi Mirek - „Dołu”), może dać wsparcie, pokierować, ale praca zawsze zależy od nas. Jeśli się z tym zgadzacie, to będziecie zachwyceni książką Tsultrim Allione „Nakarmić swoje demony”.
Tslutrim Allione jest nauczycielką buddyjską od lat związaną z nurtami wadżrajany. Jej życie nie było usłane różami – śmierć dziecka, rozwód, śmierć męża, z tym wszystkim musiała się zmierzyć. A jednocześnie nigdy nie straciła z oczu duchowej ścieżki. W najtrudniejszym momencie swojego życia, gdy przechodziła żałobę po stracie córki, napisała książkę o kobietach w buddyzmie – tych znanych i tych zapomnianych. I po wielu latach wydała kolejną książkę – psychologiczny poradnik oparty na starożytnej buddyjskiej praktyce. Można się czepiać, że pop buddyzm, że to Wielkie Nauki, które wchodzą do mainstreamu i że jak to tak można buddyzm popularyzować i rozrzedzać. Można się czepiać, że buddyzm to nie psychologia, tylko soteriologia – nie chodzi w nim o poprawę samopoczucia! Chodzi o całkowite wyzwolenie z kręgu narodzin i śmierci, a nie lepsze warunki i komfort w sansarze. Można się czepiać, ale ja nie będę, bo według mnie książka jest ŚWIETNA i zasługuje by napisać to caps lockiem.
demons

Lama Tslutrim Allione mówi, że my na Zachodzie wciąż z czymś walczymy – walczymy z anoreksją, bulimią, alkoholizmem, depresją, rakiem, lękiem, traumą, chorobą. I na wielu nekrologach można przeczytać: „przegrał długą walkę z chorobą”. Co świadczy o tym, że ta strategia nie jest wcale skuteczna. I jej propozycja polega na tym, by te demony karmić, zamiast walczyć i próbować je stłumić, zniszczyć, odciąć. Ta walka przypomina odcinania głowy hydrze – na jej miejsce wyrasta pięć kolejnych. I tak się to kręci.
Demony są czymś nietrwałym, ale mocno do nich lgniemy – może nie potrafimy sobie wyobrazić siebie bez nich? Czym są te demony? Konieczny jest dłuższy cytat z owej książki:
Nasze demony to nie starożytne gargulce rodem z XI-wiecznego Tybetu. To nasze troski, nasze życiowe problemy, które nie pozwalają nam doświadczyć wolności. Może to być konflikt z partnerem, strach przed lataniem samolotem albo uczucie niezadowolenia, którego nas ogarnia, gdy patrzymy na siebie w lustrze. Twoim demonem może być lęk przed porażką, uzależnienie od papierosów, alkoholu, pornografii albo pieniędzy. Twój demon może napełniać cię lękiem przed porzuceniem albo sprawiać, że ranisz najbliższe ci osoby. Osoba cierpiąca na bulimię nosi w sobie demona, który ciągle domaga się słodyczy albo tłustych potraw. Demon anoreksji mówi, że jeśli coś zjesz, to znaczy, że poniosłaś klęskę i że nigdy nie będziesz wystarczająco szczupła. Demon lęku przekonuje, że nie możesz wjechać na ostatnie piętro wysokiego budynku albo wyjść na spacer po zmroku.
Większość ludzi powie zapewne, że nie wierzy w demony, ale to słowo jest w powszechnym użyciu, a kiedy je słyszymy, wiemy, co oznacza. Na przykład zazdrosna osoba mówi o swoim „demonie zazdrości”. Używamy określenia „ciągle dręczą go jakieś demony”. Często słyszymy też, że ktoś „zmaga się ze swoimi demonami” lub że weterani wojenni „toczą walkę z demonem stresu pourazowego”.
Tak naprawdę demony są częścią umysłu, a to oznacza, że nie są obdarzone niezależną egzystencją. Mimo to zajmujemy się nimi tak, jakby były rzeczywiste, wierzymy, że istnieją naprawdę – spytajcie o to kogoś, kto zmagał się ze stresem pourazowym, z nałogiem albo lękiem. Demony dają o sobie znać bez względu na to, czy je prowokujemy, czy nie. Dla umysłu demony są rzeczywistością, więc podejmujemy z nimi walkę. Zazwyczaj nawyk walki z dostrzeganym problemem dodaje demonowi sił zamiast go osłabiać. Tak naprawdę demony wywodzą się z naszej skłonności do tworzenia polaryzacji. Gdy zrozumiemy, jak pracować z potrzebą zdobycia przewagi nad domniemanym wrogiem, ze skłonnością do postrzegania wszystkiego w kategoriach albo-albo, uwolnimy się od demonów, bowiem usuniemy ich przyczyny.
To podejście jest świetne. Tsultrim Allione nie wlepia człowiekowi numerka z serii ICD-10, nie mówi o chorobach, ale o tym, że wszystko co przechodzimy wiąże się z naszym wewnętrznym procesem, nad którym sami możemy cały czas pracować. Metoda to w wielkim skrócie wizualizacja demona i karmienie go tym, czego akurat od nas potrzebuje. Polecam sięgnąć i zapoznać się każdemu. Tslutrim Allione przypomina, że w końcu wszystko jest niczym sen, nietrwałe jak mydlana bańka i dlatego nie ma problemu by to, co jest demonem, zamieniło się w chroniącego nas strażnika.
Tsultrim Allione, Nakarmić swoje demony, wyd. Berckana, Warszawa 2014.
buddhisthell

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 44 Odcienie Tarota , Blogger