czwartek, 28 lipca 2016

Jasna strona mocy. Recenzja talii "Angel Voices"

Jasna strona mocy. Recenzja talii "Angel Voices"
Nadchodzi taki moment w życiu tarocisty, że przechodzi na jasną stronę mocy, wrzuca talię Thota głęboko do szuflady (oczywiście jedynie by na chwilę odpocząć) i kupuje sobie karty anielskie. Taka była właśnie moja historia – zaczęło się podczas ostatniej pełni w Koziorożcu (blisko mojego Księżyca), gdy miałam kontakt z pewną osobą pełną mocy. Wiele wówczas zrozumiałam i nieco zmieniło się też moje podeście do kart oraz astrologii, ale to temat na nieco inną opowieść. 

Zamówiłam „Angel Voices” autorstwa Laury Tuan i Antonelli Castelli, a wydanej przez Lo Scarabeo. Antonella Castelli jest również autorką ilustracji do takich znanych talii jak Tarot Art Nouveau i The Spirit of Flowers Tarot. Talii z aniołami jest bardzo dużo, więc jest z czego wybierać. Są taroty anielskie, wyrocznie z tylko jednym aniołem, z różnymi modlitwami, afirmacjami i innymi cudami-wiankami. Wybrałam tę talię ponieważ ma odniesienia do astrologii, a jak wiadomo bardzo kocham tę dziedzinę wiedzy. Z książki „Głosy aniołów” można się dowiedzieć, że karty opierają się na gnostycyzmie i ich angelologii. Każdy anioł ma dziedzinę, za jaką odpowiada, planetę, która pokazuje jaki to typ anioła i z czym się wiążę jego działalność. Istnieje dziewięć formacji – każda powiązana z inną planetą. Np. formacja Serafinów to Neptun, czyli wszelkie duchowe działania, komunikacja z boskością i podniosłe ideały. Formacja Archaniołów to Merkury – sfera mentalna i porozumiewanie się. Niebiańskie istoty pogrupowane są na podstawie funkcji jakie pełnią, co pokazują kolory – różowy to sfera uczuć, harmonizowanie, zielony to przeciwności i nadawanie sensu itd. Archaniołów jest siedmiu: Michael, Gabriel, Raphael, Anael, Ariel, Zachariel i Cassiel. Dodatkowa karta reprezentuje niebiański pałac.

Talia zalicza się do tak zwanych orakli, czyli wyroczni. Dlatego do każdego Anioła mamy przypasowane wróżebne znaczenie, słowo klucz, indywidualną planetę, liczbę i hebrajską nazwę, obszar, w którym działa oraz czas realizacji. Czym się różni tarot od orakli? Odpowiedź jest bardzo prosta – tarot ma określoną liczbę kart i strukturę (22 WA + 56 MA, karty dworskie, asy). W oraklach jest pełna dowolność zarówno jeśli chodzi o ich temat, jak liczbę kart.
Książka przede wszystkim koncentruje się na opisie poszczególnych aniołów i jednemu poświęca około dwie strony. Póki co najbardziej spodobał mi się „Hahahel” i „Hahasiah”, a to dlatego, że kojarzą mi się ze śmiechem i radością :) Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tej talii, ale bardzo mi się podoba, jest łagodna, pastelowa, ciepła. Coś z nią porobię. Oczywiście wciąż lubię mroczne talie okultystyczne, ale taka chwila odmiany może być bardzo ciekawym doświadczeniem. Jakość kart bardzo przyzwoita, jeśli ktoś jest przyzwyczajony do LoScarabeo to będzie na pewno zadowolony.
Plusy: astrologia połączona z aniołami (dla kogoś to może być minus).
Minusy: jeszcze nie wiem.
Dla kogo: dla miłośników jasnych energii.





poniedziałek, 25 lipca 2016

Toksyczna miłość. Trzecia odsłona lekcji Diabła.

Toksyczna miłość. Trzecia odsłona lekcji Diabła.

Nie znam osoby, która nie lubi być zakochana. W końcu towarzyszą temu niezłe odloty, takie jak stan euforii, czy motyle w brzuchu spowodowane tym, że rozwija się wówczas cała apteka najróżniejszych substancji: adrenalina, dopamina, noradrenalina, testosteron, endorfiny, oksytocyna, wazopresyna. Świat staje się piękniejszy, a my sami jesteśmy tacy doskonalsi i fajniejsi. Partnera postrzega się wówczas jako idealną drugą połówkę (złośliwi twierdzą, że ta faza idealizowania jest potrzebna, bo bez tego, gdyby trzeba było się zmierzyć z rzeczywistością, to nikt by się nigdy w żadne związki nie pakował).

Ale co wtedy, gdy taki stan staje się obsesją, narkotykiem, który pozwala odlecieć od szarej i bolesnej rzeczywistości? Gdy ten narkotyk daje nam odmienne stany świadomości i sprawia, że w końcu człowiek czuje się dobrze. Troski zniknęły, problem z poczuciem niskiej wartości gdzieś tam spadł na dalszy plan, w końcu jest dobrze – narkotyk skutecznie odrywa od problemów i bolesnej pustki, która niczym rana siedzi gdzieś w sercu. Ale taki stan nie trwa wiecznie – gdy minie, albo sielanka zostaje zaburzona pojawia się smutek i cała gama negatywnych emocji. Nastrój i samopoczucie uzależnione są od tej drugiej osoby. Bez niej pojawia się poczucie pustki, beznadziejności, wyjałowienia. Pojawia się coś w rodzaju głodu – obsesyjna potrzeba, by wejść w kolejny związek, albo by zatrzymać za wszelką ceną ten, który trwa nawet jeśli jest oazą toksyczności. 

Toksyczna miłość, która jest formą używki, polega na tym, że całe życie tak mocno koncentruje się wokół partnera, że gdzieś traci się miejsce dla siebie. Może pojawić się rezygnacja z innych ludzi, znajomych i przyjaciół, by jak najwięcej czasu poświęcać obiektowi uczuć. Miłość wówczas działa jak środek znieczulający, a jednocześnie wiąże się z przeogromnym lękiem, że jej dopływ zostanie zamknięty i człowiek zostanie sam. Uzależniony od miłości panicznie się tego boi, jakby miał to być koniec świata. Jakby samotność była tym samym co samounicestwienie. Pojawia się u uzależnionego przeogromny lęk, że sobie nie poradzi, że rzeczywistość go przytłoczy jak gliniany garnek, że zostanie sam jak palec zdany na pastwę losu. Dlatego nałogowiec zrobi wszystko by być w związku. Wpakuje się w związek toksyczny, a nawet w związek z kimś, kto go nienawidzi i niszczy. Kto nim pomiata, albo po prostu nie da bliskości, miłości i ciepła – tzw. nałogowca unikającego bliskości. Nałogowiec unikania bliskości to druga strona toksycznej miłości i jak sama nazwa wskazuje to osoba, która nikogo do siebie blisko nie dopuści, a raczej będzie przyciągać i odpychać niczym pokręcony sadysta. 

Osoba uzależniona zrobi dla partnera wszystko, nawet zrezygnuje z własnej tożsamości, z pasji, stworzy symbiotyczną relację, w której wszystko będzie podporządkowane partnerowi. Co to wszystko ma wspólnego z Diabłem? Zaczynacie się martwić, że zaczynam pisać dla Frondy? :) Tarotowy Diabeł przybiera różne oblicza i formy. Czasem będzie to uzależnienie, czasem ogromna ambicja, rywalizacja, władza nad innymi, manipulacja. Mówi on o tym, co jest w nas mroczne, brzydkie i ohydne. A na dodatek wyciąga to wszystko na wierzch i odsłania. Oczywiście Diabeł ma też pozytywną odsłonę – jeśli czytałaś/czytałeś „W szponach Szatana” to coś już o tym wiesz. Uzależnienie od miłości pokazuje jedną z twarzy tarotowego Diabła – toksyczną więź, która sprawia, że człowiek żyje w iluzji, bo boi się skonfrontować ze swoimi problemami. A Diabeł mówi – staw im czoło, deal with it, wejdź w ten mrok! 

Oczywiście nikt nie chce babrać się w swoim własnym mroku mentalnym. Wygodniej zepchnąć to w odmęty nieświadomości i dalej tworzyć zaburzone relacje z innymi. Bo praca nad sobą jest bolesna, trudna, przykra i czasochłonna. Ale tarotowy Diabeł macha z karty ręką i wzywa do zgłębienia się w piekielną czeluść mówiąc: poznaj i zaakceptuj swoje deficyty, mechanizmy i wzorce. Diabeł to samoakceptacja, on niczego nie wypiera, tylko odsłania. I mówi: zaakceptuj siebie, pozwól sobie na niedoskonałość, pozwól sobie na bycie sobą i ciesz się tym. Nie rób sobie wciąż problemów, że nie jesteś taki, jaki chcesz, nie zamęczaj siebie ciągłą krytyką. Tylko akceptuj. Akceptacja oznacza, że kończysz z zadręczaniem siebie, pozwalasz sobie na bycie tym kim jesteś.
Diabeł jest dziwakiem, outsiderem, dziwnym stworem, pół-zwierzęciem, pół-człowiekiem. I czy on się w ogóle tym przejmuje? Moim zdanie ma to gdzieś. Bawi się w najlepsze i głośno śmieje. Akceptuje swoją niższą naturę i panuje nad nią. Kocha siebie i potrafi tworzyć i zarządzać własnym życiem. Czarna ziemia na karcie to otchłań umysłu, w której siedzą traumy i deficyty. Ta karta zachęca by przestać przed nimi uciekać, a zmierzyć się z nimi. I przede wszystkim by znaleźć siłę w sobie, a nie czerpać jej z zewnątrz, od partnera – takie coś prowadzi tylko do skomplikowanej współzależności. Jak na karcie – te dwie osoby są połączone kajdanami z Diabłem, co przypomina sznur energetyczny zasilający je. Nie bądź taki jak one, odzyskaj wolność i swobodę, na co komu uzależnienie, jak można być wolnym.

Idealnym sposobem na czerpanie siły z siebie jest medytacja, joga, qigong, tai-chi, czy inne formy pracy duchowej, przebywanie na łonie natury, zdrowy tryb odżywiana, zarządzanie negatywnymi myślami i zamienianie ich w pozytywne, kultywowanie miłości do samego siebie. Droga do akceptacji i miłości własnej jest długa, pracochłonna i bolesna, ale dlaczego nie spróbować? Bardzo dobry narzędziem jest praktyka metty – rozbudzaj w sobie uczucie miłości do samego siebie, do swoich bliskich i stopniowo do całego świata. Możesz to robić w pozycji medytacyjnej wyobrażając sobie, że miłość jest różowym (lub białym) światłem, które obejmuje Ciebie. Wcale nie taka mroczna ta lekcja Diabła, co nie? Diabeł to numer 15, 1+5 = 6, czyli zdrowe, stabilne, zbalansowane związki, o jakich mówią Kochankowie.
Możesz też wypróbować rozkład na pracę z cieniem. Ten pochodzi z bloga „Tarotowe Spotkania”.
1. Kim jestem?
2. Jaki jest mój największy strach?
3. Jakie jest moje największe błędne przekonanie o sobie?
4. Czego nie chcę zaakceptować?
5. Co mnie zatrzymuje, blokuje?
6. Jak mogę pozbyć się mojego największego strachu?
7. Jak mogę się pozbyć błędnego przekonania o sobie?
8. Jak mogę zaakceptować kartę nr 4?
9. Jak mogę przestać się blokować?
10. Kim się stanę? 

Pozostałe odsłony lekcji Diabła:

sobota, 23 lipca 2016

Tarot inaczej. Recenzja „Tarot. The Open Reading” Yoava Ben-Dova

Tarot inaczej. Recenzja „Tarot. The Open Reading” Yoava Ben-Dova
Jak na miłośniczkę tarota marsylskiego zdecydowanie za mało miejsca poświęcam tej cudownej talii. Postanowiłam to nieco zmienić i odkryłam, że nie było jeszcze recenzji książki, którą mam już od dawna. W pisanym grubo ponad rok temu poście obiecałam, że recenzja będzie i... zapomniałam o tym. Ale książka jest tak dobra, że należy jej się porządna recenzja. 

Yoav Ben-Dov to postać, która ma za sobą lata kariery akademickiej i pracy naukowej. Jednak bardziej ciekawe jest jego zainteresowanie tarotem. Uczył się u samego A. Jodorowskiego i wpływ tego pana jest u niego bardzo mocno widoczny. Ben-Dov przedstawia w tej 259-cio stronnicowej książce swoją metodę, którą streszcza w trzech punktach: 1. Karty tarota nie mają ustalonych i niezmiennych znaczeń, które można wykuć; 2. miejsce karty w rozkładzie nie ma stałego znaczenia, a zmienia się w zależności od układu kart; 3. nie interpretujemy każdej karty oddzielnie, ale patrzymy na całość. Innymi słowy zawsze istotny jest kontekst, to jakie karty są obok siebie i jakie było pytanie. Za każdym razem ta sama karta może pokazywać całkiem inną historię i odsłaniać specyficzne znaczenia właściwe tylko i wyłącznie danej sytuacji. Nie zaleca on też trzymania się jednego, zafiksowanego rozkładu, bo może się okazać, że przy danym pytaniu trzeba znany nam rozkład przeczytać już nieco inaczej.
tdm Dodal
No i trzeba przyznać, że Ben Dov nie odkrywa Ameryki. Już na kursie Suliga nas uczył, że tarot to „twórcza wyobraźnia” i nie mamy lecieć książkowym znaczeniami, a się otworzyć na to, co widzimy i dać się ponieść fantazji. Czytać obrazy i symbole i słuchać tego, co nam podpowiada intuicja. I raczej robi tak każda wróżka i tarocistka. Widzi układ kart i po prostu wyciąga z niego historię. Co zatem jest unikalnego w metodzie Ben Dova? Może to, że zamiast klepać utarte formuły, pokazuje jak inaczej można spojrzeć na kartę? Zrobił już to Jodorowsky, który w podobny sposób czyta karty. Np. Papieżyca to może być aktorka przygotowująca się do występu na scenie (na kolanach trzyma tekst, który sobie powtarza). Ben Dov podaje receptę na każdą kartę pokazując jak można ją inaczej ugryźć. Z jednej strony to przydatna podpowiedź, z drugiej można za bardzo się przywiązać do jego odpowiedzi i wpaść w schemat zamiast pójść drogą „open readingu”. Nie jest lekko znaleźć balans.
Tym, co wyróżnia Ben-Dova od innych tarocistów jest jego odejście od typowych znaczeń RWS. I jasne, że nie jest to też jakoś specjalnie unikalne, bo już Jodo odszedł od RWS, a przed nim sporo innych tarocistów. Ale Ben-Dov zrekonstruował sobie talię marsylską Nicholasa Converta (1760) i to na niej opiera swoje interpretacje. A podstawowa różnica dotyczy oczywiście małych arkanów. Rider-Waite-Smith to talia uchodząca za kultową, szablonową i stanowiąca bazę. Jednak sporo tarocistów uważa, że Arthur Waite zniszczył tarota i sprawił, że coś się w nim zepsuło. Tacy tarociści próbują znaleźć swój własny sposób na odczytanie kart, czasem całkiem inny od RWS, a czasem nieco podobny.
tdm Dodal
Ben-Dov odnajduje w symbolach owej marsylskiej talii swoje własne znaczenia. Na przykład Piątka Kielichów według niego pokazuje połączenia z innymi ludźmi, umiejętności społeczne, zdolność do tworzenia przyjaźni, rozwijającą się grupę. A to wszystko dlatego, że kielichy to emocje, uczucia, relacje, a na karcie mamy 5 stabilnych kielichów połączonych rozwijającymi się kwiatami. Żadnego śladu straty i smutku! Piątka Mieczy to przełom, wyjście poza swoje własne ograniczenia, kierowanie się swoją własną drogą bez względu na przeszkody i trudności, ale też narzucanie swojej woli innym. Wszystko dlatego, że piątki są aktywne, a miecz na karcie sprawia wrażenie jakby torował sobie drogę przez te inne miecze przełamując bariery. Nie ma tu nic na temat porażki, czy pyrrusowego zwycięstwa! Ważne są żywioły, liczby, układ symboli i rośliny, które mogą pokazać, że coś rozkwita, albo więdnie.
Ben-Dov podkreśla, że dobrze jest poznać symbole, ponieważ uruchamiają one głębsze, nieświadome warstwy umysłu tarocisty i pozwalają dotrzeć do odpowiedzi, które już tam są. I tu dobrze się uwidacznia psychologiczne podejście tego tarocisty. Nie mówi o astralu, czy ciałach subtelnych, o tym, że tarocista wchodzi w energie klienta, ale u niego jest to dosyć psychologiczne. I ok, ma prawo. Według niego znaczenia kart się zmieniają, bo tarocista za każdym razem podchodzi z innym stanem emocjonalnym do klienta, który też ma swoją unikalność. Te symbole to ubiór, pozycje ciała, kolory, pogoda, atrybuty, mowa ciała, liczby – wszystko na karcie jest symbolem. 
Książka doskonale porządkuje wiedzę o tarocie i daje fajną mapę. Mogą ją czytać zarówno osoby zaczynające przygodę z tarotem,  jak i te bardziej zaawansowane.
Niebezpieczeństwa jakie niesie bycie fanem tej książki, to zbyt wierne naśladownictwo i wpadnięcie w schematyzm (a przecież cały czas Ben-Dov mówi, żeby się na niczym nie fiksować!). No i też należy uważać, by wymyślanie historii nie stało się intelektualno-psychologicznym tworzeniem opowieści. A w tarocie chodzi o połączenie z subtelniejszym wymiarem rzeczywistości na poziomie całkiem innym niż głowa/intelekt. Moim zdaniem głowę należy wyłączyć siadając do kart, bo za dużo myślenia może tylko skomplikować sprawę.
tdm Dodal
Plusy: bardzo mądra, inspirująca i ciekawa książka.
Minusy: brak.
Dla kogo: dla tych, którzy chcą odpocząć od RWS. No i znają język angielski.
Yoav Ben-Dov, Tarot. The Open Reading, 2013.

czwartek, 21 lipca 2016

Tarot i inne używki?

Tarot i inne używki?

Czy nie pamiętasz kiedy ostatni raz miałeś/miałaś dzień bez tarota? Często o nim myślisz i mówisz? A Twoje życie koncentruje się wokół wróżb do tego stopnia, że nie potrafisz podjąć żadnej decyzji bez konsultacji z kartami/wróżką? Zadajesz to samo pytanie co tydzień/co miesiąc? Albo z jednym i tym samym pytaniem idziesz do pięciu różnych wróżek? Jest to Twoja obsesja, bez której nie potrafisz już żyć? Pytasz tarota o wszystko, nawet o błahostki, bo odczuwasz rodzaj kompulsji (no po prostu musisz i już!). Wydajesz na wróżby ostatnie pieniądze? Idziesz z tym samym pytaniem do tylu konsultantów, aż uzyskasz odpowiedź, jaka Cię interesuje? A może jesteś uzależniony, hm?


Uzależnienie od tarota można wyjaśnić na poziomie psychologicznym. Nie jest to jednostka chorobowa taka jak alkoholizm, czy narkomania. Już bardziej przypomina uzależnienie od miłości popychające ludzi do toksycznych związków, z których nie mogą się wydostać, bo przysporzyłoby im to niewiarygodnie dużo cierpienia. Aż tak źle to wygląda? Kryje się za tym jakiś deficyt, jakaś emocjonalna próżnia, demon lęku i bezbronności, nieumiejętność zarządzania własnym życiem, obawy przed podejmowaniem decyzji. To wszystko powoduje, że pojawia się skłonność by ktoś inny/coś innego decydowało za nas. Tak jest prościej. Tarot nam powie co robić, jak żyć i mamy spokój. Pojawia się poczucie bezpieczeństwa związane z odzyskaniem kontroli nad naszym życiem. Wiemy co będzie, jak potoczy się nasz los, świat staje się bezpieczny i przyjemny. Tylko, że po odłożeniu kart problemy wracają i rzeczywistość wciąż nas uciska niczym gliniany garnek. Problemy ciągle są problemami, życie ciągle jest do bani. I tak historia zatacza koło a my nie wiadomo kiedy stajemy się uzależnieni.

Dobrze jest zastanowić się nad tym dlaczego idzie się do tarocisty. Czy z poczucia ogromnego lęku i braku kontroli nad życiem, czy może po to by to życie usprawnić i ulepszyć? By uspokoić się odnośnie przyszłości, czy po to by lepiej zarządzać teraźniejszością? By ktoś nam powiedział co robić i jak żyć, czy po to by nam pokazał opcje i możliwości, by łatwiej było nam podjąć decyzje?
Podejmowanie decyzji jest bardzo trudne. Zwłaszcza jak już się kiedyś podjęło jakąś i okazała się do bani. Nic dziwnego, że decydowanie o własnym życiu staje się wówczas trudniejsze – przecież nikt nie chce, żeby było gorzej! Tarot, astrologia czy wahadełko, to narzędzia, które mogą świetnie pomóc, ale nie podejmując za kogoś decyzje, tylko pokazując różne opcje i możliwości, by człowiek sam sterował swoim życiem. Inaczej łatwo się uzależnić od kogoś/czegoś i zamiast osiągnięcia komfortu mamy kolejną kompulsję – tarotoholizm, astroholizm, wahadłoholizm itd. Dający nam poczucie kontroli, bezpieczeństwo i sprawiający, że ten demon lęku się uspokaja choć na moment. Niestety najczęściej takie uzależnienia dotyczą osób z nerwicami, bądź neurotyków, dlatego bywa, że korzystniejsza niż sama porada jest w takim przypadku terapia.

Kluczem do opanowania tego uzależnienia jest trochę dystansu i luzu. I chęć, by wziąć życie w swoje ręce, przeżywać je w pełni ze wszystkimi konsekwencjami, cieszyć się każdym dniem i zakotwiczać się w teraźniejszości. Być tu i teraz, medytować, ćwiczyć tai chi. Tarota i astrologii używać po to, by żyć pełniej i szczęśliwiej tu i teraz, by wiedzieć, które opcje są najbardziej korzystne, kiedy jest dobry czas na coś, a kiedy lepiej się wstrzymać. A nie po to by oddać kierowaniem naszym życiem talii kart, czy horoskopowi. Nie o to chodzi w ezoteryce i duchowym rozwoju.

wtorek, 19 lipca 2016

Krótki rozkład na uzdrawianie związków

Krótki rozkład na uzdrawianie związków
Aloha Kochani! Dziś lekki post związany ze sprawami sercowymi. A dokładniej z rozkładem na ten temat. Często zgłaszają się do mnie osoby samotne, które chciałby być w związku, ale okazuje się, że to wcale nie jest takie łatwe jak pokazują nam w amerykańskich komediach romantycznych. Bycie singlem jest do bani, ale kiedy pojawia się związek to... też to jest do bani. Bo ciężko, żeby było bez problemów, zwłaszcza kiedy te problemy są w nas i my chodzimy z nimi jak z bagażem na placach. Często może to polegać na wchodzeniu w związki z podobnym typem partnerów, czy na powtarzającym się schemacie reagowania na problemy w relacji. Rozkładu nie wymyśliłam sama, a wzięłam go z książki Jamesa Riclefa.
Ten oto rozkład może być wykonywany w wersji dla singli i w wersji dla osób w związkach. Zacznijmy od tej drugiej grupy.
Losujemy pięć kart.
  1. Jakie są twoje problematyczne wzorce w relacji?
  2. Jakie masz lęki odnośnie tej relacji/powodowane przez tą relacje?
  3. W jaki sposób blokujesz przepływ miłości?
  4. Co powinieneś odpuścić by ta relacja mogła działać prawidłowo i szczęśliwie?
  5. W jaki sposób możesz uzdrowić tę relację?



Single również losują 5 kart:
  1. Jakie są Twoje wzorce tworzące opór przed zdrową i szczęśliwą relacją?
  2. Czego się boisz odnośnie związku?
  3. W jaki sposób blokujesz przepływ miłości w swoim życiu?
  4. Co możesz odpuścić by znaleźć miłość?
  5. Jak możesz uzdrowić relacją z samym sobą?

Te pytania mogą naprowadzić na znalezienie wzorców, które blokują przed szczęściem. Namierzenie zachowań, które są gdzieś w środku zakorzenione i sprawiają, że te związki są trudne, skomplikowane, może być pierwszym krokiem do polepszenia życia i relacji. W końcu uświadomienie sobie problemu już samo w sobie jest bardzo ważne. Czasem odpowiedzi nie są tak oczywiste, czasem wymaga to dłuższej analizy, medytacji czy mocnego wsłuchania się w siebie.
Karta numer 5 może być inspiracją do wykonania uzdrawiającego rytuału, do zrobienia czegoś konkretnego, co pomoże pozbyć się tych męczących schematów. Może postać na karcie robi coś, co możesz sam zrobić? Albo zachowuje się tak, jak Ty powinieneś się zachować? Jeśli karta miałaby do Ciebie przemówić, to co by powiedziała?

czwartek, 14 lipca 2016

Twój osobisty coach i kilka trudnych słów. Recenzja talii Transerfing rzeczywistości.

Twój osobisty coach i kilka trudnych słów.  Recenzja talii Transerfing rzeczywistości.
Czy to jeszcze tarot?
Talię Vadima Zelanda można nazwać tarotem, chociaż może to być mylące. Jest to narzędzie bardzo specyficzne, oparte luźno na strukturze tarota, a nie wiernie naśladujące jakąś z kultowych talii. Składa się ona z 78 kart podzielonych na Wielkie Arkana (każda z kart ma swoje własne przesłanie), oraz Małe. Zamiast typowych blotek mamy tutaj: Duszę, Umysł, Zamiar Zewnętrzny oraz Zamiar Wewnętrzny. A w kartach dworskich: Maga, Kapłankę, Wędrowca i Strażnika (które się dzielą zgodnie z tym powyższym schematem, np.: Wędrowiec Duszy, Wędrowiec Umysłu, Wędrowiec Zamiaru Zewnętrznego, Wędrowiec Zamiaru Wewnętrznego).

Co na to Zeland?
Już na pierwszej stronie książki Zeland pisze: „Nie kupuj losu u wróżek, sam wybieraj swój los”. I jest to podstawowe przesłanie tej talii i do tego się sprowadza praca z nią. Jednak dobrze jest poznać trochę koncepcje, jakie głosi Zeland, by sprawniej się poruszać w świecie jego pojęć, w którym „slajdy” i „wahadła” nie oznaczają tego, co myślimy, że oznaczają. Nie jest to wcale takie skomplikowane. Ale najlepiej zacytować samego Zelanda:

    „Świat istnieje jednocześnie w dwu postaciach: fizycznej, namacalnej rzeczywistości, i metafizycznej przestrzeni wariantów, leżącej poza zasięgiem percepcji, lecz nie mniej obiektywnej. Dostęp do tego pola informacji w zasadzie jest możliwy. Właśnie stamtąd bierze się wiedza intuicyjna i wizje jasnowidzów. Umysł nie potrafi stworzyć nic zasadniczo nowego. On tylko może złożyć nową wersję domku ze starych klocków. Mózg przechowuje nie samą informację, a pewną formę adresów do informacji w przestrzeni wariantów. Wszystkie odkrycia naukowe i dzieła sztuki umysł otrzymuje z przestrzeni wariantów za pośrednictwem duszy. „

Zeland zachęca do tego, by kształtować samodzielnie własne życie. Nie ma tutaj straszenia, że jak wyjdzie Wieża, czy Śmierć, to już rozpad i kapota. Zamiast ponurego determinizmu mamy zachętę do wybierania najlepszych dla nas wariantów rzeczywistości, do codziennej pracy z umysłem poprzez kształtowanie pozytywnego nastawienia i koncentrowanie się na pozytywnych myślach. Niektóre karty wiążą się z afirmacjami, które można sobie powtarzać. Zeland mówi, że każda myśl jest formą energii, która mocno wpływa na nasze życie. Może się utrwalić jako negatywny wzorzec („slajd”), który powoduje, że sami zaczynamy widzieć siebie w krzywym zwierciadle i wpadamy w pułapkę lęków i kompleksów.
„Nasze pojęcie o sobie i o otaczającym świecie często dalekie jest od prawdy. Wypaczenie wnoszą nasze slajdy. Na przykład, niepokoją Cię pewne Twoje wady i z tego powodu popadasz w kompleks niższości, ponieważ wydaje Ci się, że innym też się to nie podoba i tego nie aprobują. Wtedy, obcując z ludźmi, wstawiasz do swojego „projektora” slajd kompleksu niższości i widzisz wszystko w fałszywym świetle.
Slajd – to wykrzywiony obraz rzeczywistości w Twojej głowie. Negatywny slajd, z zasady, rodzi jedność duszy oraz umysłu i dlatego obleka się w rzeczywistość. Nasze najgorsze obawy spełniają się. Negatywne slajdy można przekształcić w pozytywne i zmusić, by pracowały na Ciebie. Jeżeli celowo stwarzasz pozytywny slajd, może on w zadziwiający sposób transformować warstwę Twojego świata. Docelowy slajd – to wizualizacja tego, jakby cel był już osiągnięty. Systematyczna wizualizacja slajdu prowadzi do materializacji odpowiedniego sektora przestrzeni wariantów. „


Jak używać tego tarota?
Zeland jest tajemniczym, rosyjskim ezoterykiem. I w zasadzie to wszystko, co o nim wiem. Talia jest piękna i bardzo przyjemna dla oka. Jej jakość bardzo dobra. Karty się świetnie tasują. Nie jest to łatwa talia, bo jest mocno nastawiona na duchowość i rozwój, więc trzeba włożyć odrobinę wysiłku w poznanie jej, rozumienie jej przesłania. Dobrze jest poczytać którąś z książek Zelanda i z całkowicie świeżym spojrzeniem podejść do tej talii zapominając o RWS, czy Thocie. Jeśli szukać analogii, to już bliższa jest ona Osho. Jego kurs zarządzania rzeczywistością polega na tym, że co dzień wyciąga się jedną kartę i zgłębia się zasadę jaka za nią stoi. Przyswaja się ją i praktykuje w codziennym życiu. Np. dziś wylosowałam 8 Zamiaru Zewnętrznego „Mój świat troszczy się o mnie!”. I zgodnie z instrukcją powinnam powtarzać sobie tę afirmację i poczuć, że Kosmos mnie kocha i dba o mnie. Powinno się powtarzać to tak często aż stanie się nawykiem.

Odwieczny spór
Zeland mówi, że w każdej chwili możemy decydować o swoim życiu. Że nasze myśli mają potężną, sprawczą moc. Że przyszłość, to nieskończone pole możliwości, z którego możemy wybierać warianty zdarzeń takie, jakie chcemy. Przypomina mi Jodorowskiego, który w swoim systemie psychomagii mówi o tym, że możemy wpływać na swoje życie. Obaj panowie uważają, że najważniejsze jest świadome kształtowanie życia. To podejście, bardzo magiczne, nie spotka się z entuzjazmem osób o nastawieniu deterministycznym, które uważają, że wszystko już jest zapisane w ogromnej księdze życia. W gruncie rzeczy to od nas zależy, którą ścieżkę wybierzemy: wolności czy tkwienia w nawykach sprawiających, że nasze życie jest pod kontrolą naszych uwarunkowań (moje zdanie na ten temat tu: pozytywne myślenie ).

Dla kogo: dla ludzi interesujących się rozwojem duchowym, chcących kształtować swoje życie, wolnych indywidualistów.
Plusy: piękne ilustracje, ciekawe podejście do pracy z tarotem.
Minusy: brak.

wtorek, 12 lipca 2016

Od przybytku głowa...boli?

Od przybytku głowa...boli?
Ogólna energia od 12 do 21 Lipca – Czwórka Pucharów
Od 12 do 21 lipca dominować będzie energia IV Pucharów. Co to oznacza? Że należy uważać by nie przeginać, gdyż będziemy skłonni do przesady. Szczególnie jeśli chodzi o jedzenie, picie, używki czy jakiekolwiek inne rzeczy, z którymi łatwo się zagalopować. Przyjemność może się skończyć przykrym uczuciem, że może jednak lepiej było zostać w domu i nie kupować sobie kolejnej pary butów. To czas przyjemny, jednak ta przyjemność może spowodować jakieś przykre uczucie dyskomfortu, jeśli nie zadbamy o balans. Możemy również silniej niż zwykle odczuwać potrzebę zrobienia czegoś nowego, odejścia od codziennej rutyny. Efektem może być to, że ten czas będzie wypełniony emocjami i doznaniami, wszystko możemy odczuwać mocniej i intensywniej, albo prowokować sytuacje, w których coś będzie się działo...w nadmiarze.

Po intensywnych okresie Trójki Pucharów, przychodzi czas nasycenia i spełnienia. Niczego już więcej nie trzeba – o tym przypomina nam Czwórka alarmując jednocześnie, że gdy przekroczymy tę granicę, wówczas mocno to odczujemy. Zaleca by czerpać radość z tego, co się już posiada i dążyć do balansu. Doceniać to, co się ma i czuć wdzięczność. Czwórka Pucharów zachęca do spędzenia czasu z rodziną, z ukochaną osobą, z bliskimi. To czas zadbania o silne, stabilne relacje z przyjaciółmi. Możemy od innych uzyskać dużo dobroci. Dobrze jest przemyśleć kwestię naszego poczucia bezpieczeństwa – kiedy czujemy się bezpiecznie? Jakie jest źródło niepokoju? Czy inni ludzie nadużywają nas? Albo my bierzemy za dużo? A przede wszystkim – dlaczego wchodzimy w relacje? Nad czym warto popracować, by były one zdrowsze? Czy pogoń za moimi pragnieniami da mi szczęście? A może przypomina to picie słonej wody i wciąż i wciąż jakieś nowe będą się pojawiać? 


Co tam na niebie?
Od 12 do 21 lipca jak zawsze będzie sporo się działo. Wenus wejdzie do znaku Lwa, a niedługo potem Merkury (a za nimi Słońce, ale dopiero 22.07). Oznacza to, że będziemy odważniejsi, bardziej chętni do rozmów i wyrażania własnego zdania. Aura sprzyja poczuciu atrakcyjności, pewności siebie, oraz docenieniu swoich zalet. Również możemy być bardziej skłonni do podejmowania ryzyka, zabawy, śmiechu. Ten czas sprzyja byciu hojnym, a nawet rozrzutnym. Możemy bardziej niż zwykle ulegać pokusom, więcej wydawać, niż planujemy i pozwalać sobie na różnego rodzaju przyjemności. Wenus w Lwie zachęca do luzu, dystansu i radości. To dobry czas, by zadać sobie pytanie o to, co sprawia, że jesteśmy wyjątkowi i niezwykli? Taki tranzyt wzmacnia potrzebę bycia w centrum uwagi i odwagę do wyrażania siebie – szczególnie mocne może to być 16.07, gdy Merkury z Wenus połączą się w koniunkcji. To również dobry czas dla poetów – ten aspekt sprzyja pisaniu wierszy.  Możemy się czuć pełni energii i witalności, chcieć by inni nas usłyszeli i dostrzegli.
 
Tymczasem Księżyc
Dnia 12.07 około godz. 22.52 Księżyc przejdzie ze znaku towarzyskiej Wagi, do magnetycznego Skorpiona, w którym posiedzi do 15.07 do godz. 11.14.  Hasło przewodnie: intensyfikacja emocji.
To dobry czas na:
  1. Oczyszczające rytuały, uzdrawiające przeszłość, głęboką pracę z trudnymi wzorcami, cieniem, traumą, bolesnymi doświadczeniami.
  2. Odcięcie się od relacji, które nam nie służą.
  3. Praktykę magiczną.
  4. Seks.
 
    Podsumowując:
    1. Ogólna aura od 12 do 21.07 sprzyja ekspresji siebie, twórczości. Dobry czas dla artystów, osób kreatywnych, twórczych, które lubią innych zadziwiać swoimi pomysłami.
    2. Od 12 do 21.07 to również czas, kiedy bardziej niż zwykle będziemy skłonni do ulegania zachciankom, pokusom, przyjemnościom.
    3. W stabilnych relacjach może powiać nudą i chęcią zrobienia czegoś całkiem nowego, ekscytującego. Będziemy bardziej chętni do podejmowania ryzyka, zabawy. To dobry czas na cieszenie się i doceniania tego, co się ma.
    4. Od 12 do 15.07 czas sprzyja oczyszczającym, uzdrawiającym rytuałom, praktyce magicznej.

    Ta piosenka fajnie pokazuje przejście Wenus z Raka do Lwa ;) Nawet tytuł, "Roar", dobrze nawiązuje do lwiej energii :) Te emocje, które kumulowały się, gdy część planet była w Raku, teraz mają szansę zostać zdrowo i asertywnie wyrażone. Mamy szansę lepiej zrozumieć swoje emocje i nazwać - szczególnie te, które się uaktywniły podczas nowiu.

    "Mam oko tygrysa, wojownika, tańczę poprzez ogień
    Ponieważ jestem mistrzynią a ty usłyszysz mój ryk
    Głośniejszy, głośniejszy od lwa
    Ponieważ jestem mistrzynią a ty usłyszysz mój ryk" ;)

piątek, 1 lipca 2016

W szponach Szatana

W szponach Szatana
Wyobraźcie sobie młodą dziewczynę z Saturnem, Marsem i Antaresem na Ascendencie w Strzelcu. A teraz nieco niższą, drugą, z Marsem i Plutonem na MC w Skorpionie. Te dziewczyny poznały się na początku studiów i z racji koniunkcji Wenus w Wodniku, zakolegowały się. Początkowo znajomość była dla nich mobilizująca, ale z czasem zamieniła się w niezdrową walkę i rywalizację o to kto jest lepszy, ma więcej osiągnięć, grantów, stypendiów, konferencji i publikacji. Po uzyskaniu tytułu magistra obie oczywiście zaczęły pracę na uczelni – jednak rywalizacja wówczas stała się już maksymalnie niezdrowa i wynaturzona. Obie nie spały, pracowały dzień i noc by się pokonać i być na pierwszym miejscu w rankingach. Jeździły na taką liczbę konferencji, że aż trudno uwierzyć, że ktoś ma na to energię. Pisały tyle tekstów, że aż wstydziły się potem, że robiły to na ilość, a nie na jakość.


Saturnica chciała udowodnić wszystkim, że jest najlepsza i coś warta, Plutonica była żądna pieniędzy, tytułów, zaszczytów i władzy. Ta historia oczywiście nie mogła skończyć się dobrze. Plutonica wbiła Saturnicy kosę między żebra i Saturnica usunęła Plutonicę z fejsbuka, telefonu i swojego życia. Dla tej osoby, która była ascendentalnym Strzelcem, ta sytuacja była nie do wyobrażenia – dlaczego ktoś posuwa się do zagrań poniżej pasa by osiągnąć cel? Dla Strzelca niemoralność jest czymś, na co nigdy się nie zgodzi i nigdy nie zaakceptuje. Saturnica postanowiła w miarę możliwości spróbować wycofać się z wyścigu, odpuścić i poświęcić duchowemu życiu. Rozwijać ezoterycznie, duchowo, medytować, uczyć się ziół, poznawać astrologię. Nie porzuciła pracy na uczelni, ale przestało ją interesować ściganie się z Plutonicą i wspinanie coraz wyżej. Przestała śledzić co się dzieje u Plutonicy – wybaczyła jej, ale nigdy nie zapomniała.
Niedawno Saturnica przypadkowo spotkała Plutonicę. Ta druga mocno schudła, była w bardzo kiepskim stanie. Przyznała się, że bierze garściami leki psychotropowe, ma silną depresję, fobię społeczną, agorafobię i jest wewnętrznie wypalona. Nieśmiało powiedziała, że próbuje medytacji – krótkich, dziesięcio-minutowych. I że uwielbia te chwile, gdy udaje jej się osiągnąć spokój i nie myśleć. 

Ta cała historia, (może prawdziwa, a może zmyślona ;) ) pokazuje idealnie negatywną manifestację karty, której boją się jedni, a inni uwielbiają – Diabła. Diabeł jest kartą wieloznaczną. To nie to, co prości Kochankowie mówiący o miłości, seksie, relacji, czy Rydwan, który jasno i wyraźnie zapowiada sukces, triumf i podróż. Z Diabłem tak łatwo nie jest, bo co talia, to inne zrozumienie tej karty, aż w końcu człowiek głupieje i sam już nie wie jak ją ogarnąć. Z jednej strony, jak w Thocie, mamy rywalizację, ambicję, bardzo silną seksualność, kreatywną energię. Z drugiej w RWS mamy uzależnienie, kompulsje, przyjemności, które prowadzą do cierpienia, gdy z nimi przesadzamy. Jak to więc jest z tym Diabłem? Jest zły, czy dobry? Kreatywny czy destrukcyjny? A może to figlarny stwór, który nas zaprasza do zabawy? I pyta: czemu jesteś taki poważny?

Ta karta mówi o ambicji, ciężkiej pracy, pasji, wysiłku. Ale jednocześnie o działaniach, które mogą nas zniszczyć – bo żądza by brnąć coraz dalej, mieć coraz więcej, doznawać coraz intensywniej, jest ogromna. Poza tym władza, adrenalina – to wszystko uzależnia. Rywalizacja dostarcza emocji, które mocno napędzają i sprawiają, że ciężko z tego zrezygnować. Przede wszystkim Diabeł mówi o tym, co się dzieje w naszym umyśle – że tam coś jest niedobrego, jakaś chciwość, żądza, nienawiść, gniew, zazdrość, pragnienie, ignorancja, ślepy instynkt. I to nas popycha do działań, które niekoniecznie są dla nas na dłuższą metę dobre. Diabeł to też poczucie winy, chęć dominacji, opętanie seksem, natrętne myśli, obsesje, kompulsje, bagaż przeszłości, który gdzieś chcemy schować pod powierzchnię, ale wychodzi na wierzch i boli. To współuzależnienie, albo zbyt silna zależność od innych. A nawet może pokazać wampiryzm energetyczny, toksycznych ludzi, którzy sycą się naszą energią. Diabeł, to wszystko to, co odciąga nas od nirwany i trzyma mocno w sansarze! Czyli to, co powoduje, że w naszych umysłach nie ma przestrzeni, miłości, szczęścia, a jest całe stado splamień i szkodliwych emocji i stanów mentalnych. 

W ramach mojego antycoachingu lekcja Diabła brzmi tak: nie musisz być zwycięzcą, a najlepiej nie bierz udziału w żadnym wyścigu. Idealnie jest nie dążyć do niczego, tylko cieszyć się bieżącym momentem, rozkoszować się zapachem lipy i błękitem nieba. Odpuszczać wszystko, co pojawia się w umyśle, szczególnie natrętne narracje i myśli, które dotyczącą jakiejś walki z kimś. Nie żyć w przeszłości, ani przyszłości, tylko być w pełni tu i teraz. Zamiast siedzieć na karmicznej poduszce bólu, żądzy, nienasycenia, łyknąć pigułkę spokoju i stabilności. Diabeł może być kreatywną energią, twórczą, nieskrępowaną siłą natury, może być outsiderem, który idzie swoją drogą, albo kimś kto ma ogromną samoświadomość swoich negatywnych wzorców i blokad, dzięki czemu może się od nich uwolnić. Wystawia język, bo nie traktuje niczego poważnie – rzeczywistość to żart, nietrwały sen, matrix. Do niczego nie lgnie, bo wie, że i tak, wszystko się rozpadnie i pęknie niczym mydlana bańka. Tak samo cieszy się z sukcesu, jak z porażki. I przede wszystkim jest asertywny, olewa konwenanse i normy społeczne. Diabeł to też proces uleczenia głębokich traum. Diabeł odsłania naszą mroczną stronę, podaje na tacy nasz cień i karze nam się z nim zmierzyć. Bez upiększeń pokazuje jacy jesteśmy. 

Jego dobra strona to umiejętność cieszenia się życiem, fascynacja wszystkimi jego przejawami, nie wypieranie żadnego z jego aspektów. W pozytywnej odsłonie mówi o osobie, która potrafi wyrażać swoje pragnienia i niczego nie tłumi, buduje silne związki i mocne relacje, osiąga sukces i korzysta z życia. To osoba, która jest wolna, zrzuciła kajdany – uzależnień, konwenansów, ciężkich relacji, wampirów energetycznych. Bo pozytywną odsłoną Diabła jest wolność i uzdrowienie. Można to osiągnąć poprzez stopniową naukę odpuszczania połączoną z relaksowaniem i stabilnością ciała, ciszą oddechu i zgłębianiem przestrzeni umysłu. Jak pokazuje historią z Plutonicą, nawet najbardziej ambitne i żądne chwały osoby, prędzej czy później dochodzą do tego miejsca, w którym nic tak nie cieszy, jak chwila spokoju w umyśle.

Copyright © 2016 44 Odcienie Tarota , Blogger