piątek, 12 sierpnia 2016

Poezja tarota. Recenzja książki „Marseille Tarot. Towards The Art of Reading” Camelii Elias.

Tarot to narzędzie dla indywidualistów. Wyraża się to w tym, że każdy tarocista tworzy swój własny sposób pracy z kartami, swój język i umiejętność czytania go. Można przy tym opierać się na jakimś systemie (np. złotego brzasku, Crowleya, Arthura Waite'a, Jodorowskiego itd.), ale nie da się być czyimś kserem. Jeśli jesteś, to znaczy, że coś robisz nie tak. I dlatego czytając różne książki o tarocie można podpatrzeć jak inni tarociści stawiają karty. I to jest jeden z powodów, dla których warto sięgnąć do książki Camelii Elias „Marseille Tarot. Towards The Art of Reading”. Camelia Elias już na starcie zaznacza, że chce pokazać jak robi rozkłady, a nie bawić się w oderwane od praktyki opisy. I słowa dotrzymuje.
Camelia Elias jest profesorem amerykanistyki, a także krytyczną badaczką ezoterycznych nurtów. Aha, jest też tarocistką, która ma do tarota podejście specyficzne, które określa jako „zdroworozsądkowe i logiczne”. Czytanie tarota jest według niej podobne do czytania znaków drogowych. Proste, logiczne i oparte na zdrowym rozsądku. Opiera się na A. Jodorowskim, E. Enriquezie, ale i widać wpływy Yoava Ben-Dova – czyli odniesienia do nurtu, w którym nastąpiło bardzo silne odejście od XIX/XX-wiecznej szkoły okultystycznego tarota. Owi tarociści podkreślają, że tarot został połączony z okultyzmem dopiero w tym okresie, a wcześniejsze talie nie miały nic wspólnego z kabałą, hermetyzmem, okultyzmem czy kabalistycznym chrześcijaństwem. Chcąc dotrzeć do czystego tarota sięgają po najstarsze talie marsylskie i interpretują je przede wszystkim opierając się na numerologii (Jodorowsky, Ben-Dov), poezji tarota (Enriquez), zdrowym rozsądku (Elias), obserwacji, co dzieje się na karcie oraz na symbolach, które są ogólnie przyjęte w danym kręgu kulturowym (np. chyba każdy się zgodzi, że biel to czystość, niewinność, choć niektóre z symboli są wieloznaczne, np. zieleń to nadzieja, ale też zazdrość itd.).

Mam wrażenie, że pierwsze 36 stron książki to przydługi wstęp, w którym Camelia opowiada o swojej metodzie, o czytaniu tarota, o historykach tarota i tłumaczy dlaczego w ogóle napisała tę książkę skoro ma bloga, na którym jest już wszystko, a na dodatek już tyle powstało książek o tarocie, że co można jeszcze nowego dodać. I tym novum ma być to, że Camelia Elias w swojej książce opiera się na talii Carolusa Zoyi (XVIII w.), której jeszcze nikt nie opisał. Szkoda, że w przeciwieństwie do swoich protoplastów nie zrobiła rekonstrukcji, bo niestety nie widzę, żeby była gdzieś dostępna.
Po tych 36 stronach jakby-wstępu Elias opisuje karty. Przy każdej z nich jest krótki opis, słowa kluczowe, funkcja, odniesienie do zdrowia, połączenia z innymi kartami oraz interpretacja rozkładu. To ostatnie to najmocniejszy punkt tej książki – Elias pięknie łączy ze sobą karty i pokazuje jak jedna przechodzi w drugą, przeplata się i tworzy całą historię. Jest w tym jakaś poezja. Elias nie kładzie nacisku na intuicję, czy jakąś magiczną rolę kart, one po prostu są symbolami, które opowiadają historię. Prosto i jasno. Miecze tną, za denary można coś kupić, a Wisielec jest zawieszony. Karty opowiadają historię, która jest bezpośrednio widoczna na obrazkach (w grupie "Tarot w praktyce - wsparcie" nazywa się to "rozkładem komiksowym" :)). 

Można znaleźć w tej książce wiele inspiracji. Jednak jeśli ktoś jest przywiązany do ezoterycznej głębi tarota, to poczuje się zawiedziony. Takie uproszczenie tarota wydaje się być zbyt dalekie. Na przykład Jodorowsky mimo swego podejścia nie zrezygnował z ezoterycznej warstwy, tylko ją inaczej określił, całkowicie po swojemu. Zresztą Elias ma za złe temu psychomagowi, że zbyt mocno opierał się na Freudzie, co jest bardzo słusznym zarzutem (można mu jeszcze zarzucić niespójność, gdyż Jodorowsky ma talent do ciągłego zaprzeczania sobie, jednak to zdaje się jeden z elementów jego zen-treningu, w którym nie warto się przywiązywać do żadnej odpowiedzi)! Ona chce wyjść poza wszystkie szkoły i systemy i oprzeć się na tym, co widzi. Jak karty ze sobą rezonują, jak jedna przechodzi w drugą, co widać.

Jeśli dla kogoś tarot to tylko i wyłącznie karty, które są narzędziem jak każde inne, to takim osobom spodoba się bardzo metoda Camelii Elias. Ale i te osoby, które uważają, że tarot to coś więcej niż tylko karty, będą zachwycone, bo wyciągną wiele z tego tekstu. Można się zainspirować, wziąć ile się uważa za stosowne i po prostu zrobić coś całkowicie swojego wykorzystując to, co komu w danym momencie odpowiada. A wziąć można sporo. Elias dekonstruuje tarota i nie buduje żadnego systemu. Bo u niej tarot jest sztuką opowiadania historii. Do tego wystarczy mieć trochę wiedzy psychologicznej i nawet bez intuicji można zacząć czytanie. Zresztą Elias nie przykłada uwagi do zdolności intuicyjnych, dla niej ten wymiar tarota jest gdzieś na dalszym, dalekim planie. 
Sięgnęłam do tej książki, bo czułam z Camelią Elias jakąś więź ;). Obie zajmujemy się pracą naukową, historią tarota oraz tarotową praktyką. Jednak ja lubię widzieć w tarocie coś więcej niż tylko karty i to chyba podstawowa różnica między nami.
Camelia Elias, Marseille Tarot. Towards The Art of Reading, Eyecorner Press, 2015.

1 komentarz:

  1. Świetna recenzja, bardzo za nią dziękuję :) Twoja charakterystyka świata tarocistów powinna znajdować się na pierwszej stronie każdego opracowania, dotyczącego nauki interpretacji kart.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 44 Odcienie Tarota , Blogger